LangPie – Czyli tłumaczenia zawsze pod ręką

Zanim wyciągnięsz swoje najlepsze czarne ubranie zawahaj się jeszcze na chwilę, bo dodaję post
Po części z wyjaśnieniami, po części powodem mojej tymczasowej absencji.

Chciałabym wam dzisiaj przedstawić coś, nad czym ostatnio ciężko pracowałam, mianowicie swoją własne własne, osobiste internetowe dziecko – LangPie.
Zastanawiałam się ostatnio nad tym, jak mogę przysłużyć się światu, a tym bardziej blogosferze. Mój twór jest wynikiem tych rozmyślań. Gdzieś między trzecim, a czwartym kubkiem kawy zdałam sobie sprawę, że języki generalnie nie są aż tak obleganym tematem. Zastanawiam się czemu, żyjemy przecież w XXI wieku, czasy internetu, social media, przynajmniej angielski powinien być na porządku dziennym, jednak tak nie jest.

Zmieńmy to

Wyruszam na wojnę. Całkiem przyjemną muszę przyznać, bo kocham to co robię. Co to znaczy dla ciebie, mój drogi czytelniku? Nic się nie zmieni. Nadal będę trwać przy swojej pobocznej serii holenderskiej, wzbogacając ją o nowe rzeczy, bo jestem jednak związana z tym krajem na dobre chyba. 🙂
Na blogu od dzisiaj będą się pojawiać materiały do nauki języków. Planery, organizery i plakaty motywacyjne, które pomogą ci się wziąć w garść i systematycznie uczyć. (W ładnej, minimalistycznej oprawie, oczywiście). Oprócz tego już niedługo pojawi się seria, nad którą pracowałam długo – seria postów dotyczących języka angielskiego oraz… no chyba nie chcesz, żebym ci od razu tak wszystko wygadała, co? 🙂

Oprócz tego, że blog zaczyna znów działać, chciałabym was jeszcze zachęcić do spojrzenia w kartę o autorce, w końcu zaktualizowana!

W nowej zakładce “oferta” znajdziecie natomiast pomoc. Jeśli chcecie coś szybko i profesjonalnie przetłumaczyć na język angielski z polskiego, bądź odwrotnie, na pewno wam się to przyda.

Nowy harmonogram postów!

Holenderskie spotkania będą się pojawiać raz w tygodniu – wciąż w piątki.

Posty językowe będą się pojawiać raz na tydzień – we wtorki.

Posty różniste będą się pojawiać w losowe dni tygodnia, ale postaram się, by były często, bo lubię je pisać i nie mogłabym z nich zrezygnować niestety.

Nie obiecuję jedenastu postów tygodniowo, ale damy radę.

No, to do następnego!
 Ania

PS Taki trochę post typowo informacyjny mi wyszedł, co nie? Przepraszam was za to

PS 2 LangPie to skrót od Language Pie (no co, lubię ciasta)

PS 3 Jeśli podoba ci się mój blog, polub stronę na facebooku, oraz zostaw komentarz! To dla mnie niezmiernie ważne.
PS 4 Fajnie, że jesteś!

Poprawność językowa – temat rzeka. #NaStrażyInternetu

Tym postem rozpoczynam serię wpisów pod hashtagiem #NaStrażyInternetu 
Pisać tu będę o zjawiskach, przedmiotach bądź wydarzeniach. 

Ważne ostrzeżenie - przedstawiam mój punkt widzenia, a także nie zmuszam nikogo, by go podzielał.

Czasem się tak zdarzy, że przeglądasz w spokoju swojego facebooka i natrafiasz na ciekawe posty.  Niektóre cię rozbawią, przez inne poczujesz się zirytowany. Ja wczoraj jednym zostałam zainspirowana, bo przedstawiał problem, który wydaje się coraz bardziej masowy. Poprawność językowa.

Wsadzam gałąź w mrowisko. Mocno.
Wczoraj jedna z członków pewnej grupy (administratorka bodajże?) zrobiła transmisję na żywo, prowadziła jakieś szkolenie. W sumie można stwierdzić – Anik, czego ty się czepiasz, nie masz co robić z życiem?

No tak, tylko, że zaraz po tym wydarzeniu pojawił się post tej kobiety, w którym narzeka na czym świat stoi. Do właściwie większości wymienionych tam rzeczy nic nie mam. Mnie również wkurzają te wszystkie “Zarób miliony monet, już teraz, nie wychodząc z domu!!!!” w postaci prywatnych wiadomości. Rozumiem także, że niektórzy ludzie na takim streamie mogą być po prostu chamscy wobec prowadzącego i wcale nie jest to przyjemne. Gorzej już, gdy ktoś ma problem z uwagami w swoim kierunku.

Postawię sprawę jasno z mojego punktu widzenia. Jeśli ktoś kulturalnie zwraca ci uwagę na jakikolwiek błąd (nieważne, czy to jest literówka, gramatyka, czy coś innego), to jedynym odpowiednim zachowaniem w tym wypadku jest poprawienie tego i podziękowanie. Ja jako twórca bloga, pisarz do szuflady i nie tylko, bardzo doceniam, gdy ktoś wskazuje mi jakieś niedociągnięcia. Mogę wtedy się ich pozbyć i być lepsza w tym co robię.

No nie wszyscy myślą w ten sam sposób. Ta pani z pewnością, a po tym co zobaczyłam, nie kupiłabym u niej absolutnie nic. Zachowania w stylu “nie można się mnie czepiać, bo nie mieszkam w Polsce i w ogóle to podcina kobietom skrzydła!” nienawidzę. Przez ten pryzmat od tej pory będę patrzeć na jej produkty. Skąd mam teraz wiedzieć, czy kurs, w który chcę się zaopatrzyć nie ma tych wszystkich niedociągnięć?

Zaskakujące są też dziewczyny komentujące pod tym postem. Zaczynały wręcz wyśmiewać zasady pisania, bo po co one? Ludzie, którzy zwracają uwagę są źli i okropni. Przez nich ich rozwój się zatrzymuje i nie osiągają swoich celów. Na deser coś, co wywołało u mnie salwę śmiechu. Mianowicie stwierdzenie, że gdy ktoś wskaże ci literówkę w jakimś twoim tekście, to jest wtedy hejt i nienawiść. No proszę was. Szanujmy się.

Większa perspektywa

Patrząc trochę szerzej na sam problem możesz zauważyć, że chociaż raz natrafiłeś na facebookowy post, pod którym ludzie pożarli się o poprawność językową. Wyzwiska, przekleństwa, obrażanie rodziny na trzy pokolenia wstecz. Sama tematyka mogła dotyczyć nawet pogody na Hawajach, dla nich jest ważne to, że napisałeś Burza przez ż. Trzeba cię zgnoić. Pojawiają się też obrońcy z cudownymi tekstami “po co komu język polski” i wtedy dopiero zaczyna się wojna.

Dlatego mogę ci dać jedną radę – nigdy się w to nie mieszaj. Ludzie cię ściągną na dół szybciej niż zdążysz powiedzieć herbatniczek. Uciekaj najdalej jak możesz, bo gdy stykają się dwa skrajne poglądy – nic cię nie uratuje. Nawet ja.

Jaki jest z tego wniosek?

Nasz piękny język rodzi więcej konfliktów niż czarne charaktery w bajkach dla dzieci, a poprawność językowa w internecie maleje z każdą chwilą. Przez kilka osób, które stwierdziły, że w sumie to po co się kształcić, a te czerwone podkreślenia klienci (o zgrozo) wybaczą, bo przecież całość jest merytorycznie dobra! Każdy kto twierdzi inaczej po prostu hejtuje i zabija psychicznie innych. Poważnie.

Mam nadzieję, że tekst Ci się spodobał, jeśli tak, polub moją stronę na fb! :) 

No, to do następnego!
Ania.

 

Holenderskie Spotkania #8 Pory roku w Holandii


Cześć! Właśnie się obudziłam z niewygodnej drzemki na siedzeniu auta. Trzy godziny, nie mogąc się porządnie ułożyć, to katastrofa wręcz. Jesteśmy właśnie w Niemczech, a kierunek Polska. Spać już raczej nie pójdę. Raz muszę napisać posta, dwa – kierowcy przecież nie zostawię samego w swoim nieszczęściu braku snu. Dzisiejszy dzień odbył się na generalnie wariackich papierach, bo musiałam wyrobić się ze wszystkim w półtorej godziny, będąc po pracy. Nawet nie spakowałam się wcześniej! Nie przedłużając, nawet gdy opuszczam kraj Niderlandów na trzy dni, to nie przestaję o nim pisać. Dzisiaj porozmawiajmy o rzeczy bardzo prostej – pory roku w Holandii.

Holendrzy zwykle mawiają, że jednego dnia możesz mieć wszystkie cztery pory roku naraz. Zgadzam się z tym w zupełności. Budzisz się o szóstej i masz deszcz, po dwunastej robi się wręcz gorąco, a na wieczór przychodzi burza/sztorm. Bywa niewygodne, a szczególnie występuje wiosną i jesienią. Nie wiesz jak masz się ubrać, czy brać parasolkę czy nie.

Pierwsza zasada – brak śniegu.

Holandia to w gruncie rzeczy dla Polaka ciepły kraj. Zimą temperatury raczej nie wkraczają w tereny poniżej zera, chyba że w nocy. W dzień jest to zazwyczaj do sześciu stopni. To wszystko sprowadza się do jednego faktu. Jeśli kochasz śnieg, bałwanki i aniołki na śniegu, nad życie nie przyjeżdżaj tu żyć. Raz pamiętam wyszliśmy rano o piątej do pracy, a na ulicy leżała cieniutka warstwa i trochę padało. Jaki to był wrzask szczęścia. Spokojnie. Do godziny jedenastej już go nie było.

Druga zasada – Wiatr zawsze wieje ci w twarz.

Nieważne w którą stronę jedziesz. Nie ma to żadnego znaczenia. Nienawidzę za to tego kraju, bo wtedy jazda rowerem staje się wyzwaniem na miarę światową. Po prostu nie da się utrzymać nawet prosto kierownicy czasem, gdy występują silne wiatry.

Dobra, a teraz chwila prawdy. Nie dałam już rady pisać w aucie. Świat uraczył mnie niestety mocną chorobą lokomocyjną, a po aviomarinie idę od razu spać, także chyba nigdy nie będę produktywna w samochodzie. 😀

Podsumowując pogodę w Holandii – jeśli lubisz śnieg, to tu nie mieszkaj, ale jeśli lubisz jesień, to zapraszam, jest tu jeszcze piękniejsza niż w Polsce, nie żartuję! W lato nie ma upałów, za to wiosna jest dość chłodna. Myślę, że jednym słowem – jest łagodniej. Tylko pada dużo.

Jestem zakręcona normalnie jak słoik ostatnio! Ale jeśli podoba ci się to, co czytasz, polub mojego fp na facebooku, będziesz na bieżąco! To naprawdę dużo dla mnie znaczy. :)

Możesz się też skontaktować ze mną przez zakładkę u góry strony. Na e-maile odpowiadam od razu~!

No, to do następnego!
Ania.

Jesienna lista + Bonus – niespodzianka, dla was!

jesienna lista

Pogoda tutaj niestety nie rozpieszcza, a jesień zaczęła się pełną parą jeszcze przed oficjalną datą. Patrząc na prognozy przyszłościowe będzie już tylko chłodniej, a żadne temperatury już raczej nie przekroczą 20 stopni. Ja się tam cieszę, ale z drugiej strony, sezon na chusteczki, herbatkę z cytryną i leki czas zacząć! Co jeszcze? Bardzo istotna jesienna lista rzeczy do zrobienia! Czyli coś, co pomaga mi przegonić chandrę i przeżyć ten okres jak najlepiej. Punktów na ten moment jest 20, może w przyszłości ją powiększę. 🙂

Jesienna lista.

  1. Przeczytać co najmniej trzy książki.
  2. Zrobić jesienne dekoracje diy do domu.
  3. Zrobić placek dyniowy! (Niestety nie upiekę, a na zimno, bo nie mam piekarnika. :()
  4. Spalić całe świeczki o jesiennych zapachach.
  5. Pojechać na jednodniową wycieczkę.
  6. Posiedzieć o poranku z kawą w ciszy.
  7. Obejrzeć jeszcze raz The nightmare before christmas oraz Coraline
  8.  Zrobić trzy dyniowe latarnie!
  9.  Zasiać jakąś jesienno-zimową roślinę i trzymać na parapecie.
  10.  Przegadać cały wieczór z przyjaciółką.
  11.  Przygotować sobie kostium na Halloween.
  12.  Posprzątać we wszelkich szafach i szafkach.
  13.  Przygotować sobie kubek białej czekolady z dyniową przyprawą.
  14.  Zaliczyć przynajmniej trzy długie, wieczorne spacery.
  15.  Sprawić sobie ciepły sweter i grube skarpetki.
  16.  Postarać się zacząć pisać Morning Pages. 
  17.  Zacząć i skończyć fall instagram challenge.
  18. Pobrać na telefon nowe klimatyczne tapety.
  19.  Zdać TOEFL jak najlepiej.
  20. Zrobić imprezę Halloweenową z prawdziwego zdarzenia!

Mam nadzieję, że dzięki mnie poczujesz końcówkę tego roku najlepiej jak potrafisz. Naprawdę warto celebrować każdy dzień swojego życia. Tak, dobrze widzisz, nawet te niefajne! … ale co? Bonus? No tak, zupełnie zapomniałam, dobrze że przypominasz!

Bonus!

Mam coś dla wszystkich ludzi, którzy lubią się rozkoszować pochmurnym widokiem za oknem z książką w ręku i słuchawkami w uszach. Wszystkie piosenki na tej playliście kocham, większość ma dla mnie duże znaczenie sentymentalne. W miarę spokojne, idealne na poranek z kawą specjalnie dla ciebie!

To by było dzisiaj na tyle chyba. Godzina prawie 12:00, a ja muszę jeszcze dzisiaj iść do pracy. :( Czyli nici z pysznej herbatki i książki. 
Planujesz coś na tegoroczną jesień? Może też masz swoją listę? Pochwal się, może rozszerzę swoją! :) 

Pamiętajcie, że w piątek holenderski post, a także oficjalne rozpoczęcie jesieni, więc to oznacza także pierwszy instagramowy post. :D

No, to do następnego!
Ania.

Holenderskie spotkania #7 Urzędy holenderskie?!

 

Przepraszam za tydzień bez postów! Kajam się nisko, bo zwyczajnie zabrakło mi… nie wiem czego. Motywacji, chęci. Zmieniłam pracę w międzyczasie, więc wolnego czasu także nie miałam. Nie chciałam też przyjść o 22:00 do domu i jeszcze pół żywa pisać, bo wyszłoby z tego więcej szkody niż pożytku. Na szczęście istnieje mój chłopak, który bawi się w osobistego blogowego agenta i ponagla do pisania. 😀 Także tego… dzisiaj na tapetę bierzemy… urzędy holenderskie!

Nie taki diabeł straszny jak go malują.

Mając już doświadczenia z urzędami w Polsce, dosyć sceptycznie podchodziłam do tego tematu, osiedlając się w Holandii. Chyba większość ludzi przez to przechodziła. Ja, żeby wyrobić dowód osobisty, wkraczając w dorosłość, siedziałam cztery godziny na korytarzu z numerkiem w ręku. Nie wspominając o tym, że gdy poszłam do PUPu, to mi miła pani powiedziała, że ona może mnie zapisać na staż, ale już zapisała na niego dwadzieścia osób i raczej nie mam żadnych szans, a ona chce tylko dopełnić papierkologii. Oczywiście po tym jak już odczekałam swoje w kolejce ludzi przede mną. Gdy jeszcze mieszkałam w Polsce i słyszałam słowo “urząd” zaczynało mi się robić niedobrze.

Dlatego też, gdy przyjechałam tutaj, nie chciałam mieć zbyt wiele do czynienia z organami państwowymi. Przyjechałam na wakacje, nie interesowało mnie nic, a agencja pracy podobno załatwiała wszystko. Do tej pory nie wiem, czy to prawda, ale koniec końców numer BSN poszedł gładko, dziesięć minut i już miałam w łapce, będąc po wszystkim. To wtedy zakiełkowała mi pierwsza myśl zwątpienia. Może nie taki diabeł straszny jak go malują? Może tu jest inaczej?

Łoo panie, wszystko przez internet!

To jest właśnie najpiękniejsza rzecz, jaką mógł stworzyć człowiek, który wymyślił ten cały holenderski system. W dodatku to nie działa tak samo jak w Polsce! Ale od początku. Wprowadzę cię teraz w tajniki tego, jak tu to wszystko działa. Przyjeżdżając do Holandii na stałe, musisz postarać się o meldunek. O numerze BSN (Jest to numer identyfikacji finansowej, bez niego ani rusz), nie będę wspominać, bo to jest obowiązkowe dla każdego. Meldunek na dany adres dostaje się w gemeente (gminie), a żeby mieć przyjemność go posiąść, nie musisz wcale czekać w kilometrowej kolejce, grając kolejną rundę nudnej gry na telefonie, czekając aż ci bateria padnie.

To jest właśnie w tym fajne. Dzwonisz do swojego lokalnego urzędu, mówisz miłej osobie po drugiej stronie, że jesteś osobą przyjezdną, a ona ustala ci godzinę, dzień i mówi ci co masz ze sobą mieć. Gdy ja dzwoniłam o to, ustalili mi termin na za dwa tygodnie, ale to też dlatego, bo potrzebowałam popołudniową godzinę. I gdy przyszłam tam, wzięłam ten numerek, on zaraz pojawił się na ekranie i mogłam swobodnie iść. Co jest jeszcze lepsze, osoba, która siedziała po drugiej stronie biurka wiedziała już z czym przyszła, więc byłam tam może łącznie pół godziny. (Bo akurat skaner był zajęty przez kogoś innego).

Już tylko lepiej?

Oczywiście, że lepiej, bo gdy już dostałam meldunek, mogłam wyrobić sobie DigiD. To jest twój klucz do szczęścia, bo mając go możesz załatwić wszystko od ręki.  Potrzebujesz papierek? Kilka kliknięć i trzy dni później masz go w swojej skrzynce na listy. Nie musisz nigdzie dzwonić, jechać, siedzieć. Wszystko już potem załatwiasz właśnie w ten sposób. Logując się przez DigiD na różne strony urzędów.

I życie staje się piękne, prawda?
Jakie ty masz odczucia względem tego systemu?

W ogóle to już niedługo oficjalnie zaczyna się jesień! Wraz z nią wystartuje oficjalny instagram CF, na którym codziennie przez cały okres trwania tej pory roku, będę dodawała jedno zdjęcie! :) Przynajmniej postaram się robić to sumiennie.

Miłego wieczoru misie kolorowe i do następnego!
 Ania.

Tu i teraz #2 Wrzesień

Jesień

No i w końcu jest! Upragniony! Wyczekany cały rok! Zaczyna się wrzesień, jeden z moich ulubionych miesięcy, bo w końcu zacznę czuć jesień w powietrzu. Jeśli ktokolwiek czyta tego bloga, to wie, że kocham też posty w serii “Tu i teraz”. Dla zainteresowanych – pierwszy możecie przeczytać tutaj. To ciekawe jak wiele może się zmienić w ciągu kilku tygodni, a dzisiaj mam wyjątkową potrzebę zatrzymania się. Tak po prostu.

Chciałabym…

… już móc cieszyć się wszystkimi aspektami jesieni. Nawet jeśli to oznacza również deszcz, coraz niższe temperatury i oczywiście mniej słońca. Wciąż jednak powitałam wrzesień z ogromną radością!

Cieszę się…

… z tego, że znalazłam w końcu (a przynajmniej taką mam nadzieję) stabilną pracę! Wcale nie taką złą, bo dobrze się w niej czuje, a to chyba najważniejsze, prawda? Cieszę się też z tego, że mogę po niej odpocząć, siedząc na własnej kanapie, we własnym domu. Mi nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

Potrzebuję…

… nie przejmować się aż tyle. Odkąd weszłam w dorosłość, za bardzo brałam sobie różne rzeczy do serca. Nie miałam asertywności za grosz, o mocnych nerwach już nie wspomnę. Ostatnie wydarzenia w moim życiu uzmysłowiły mi, że muszę w którymś momencie też spojrzeć na siebie, swoją przyszłość i na ludzi, którzy mnie kochają, bo to oni są dla mnie najważniejsi na świecie i zajmują specjalne miejsce w moim sercu.

Czuję się…

… zmęczona. Tak, jest dopiero wtorek, a ja już myślę o odpoczynku. Nowa praca – nowe, inne obowiązki, które trzeba poznać od początku. Ponadto nauka do egzaminu, przed którym już się boję, no i  oczywiście blog, z którego nie zrezygnuję. Nie ma opcji. Tak więc odpoczynku jeszcze nie ma, ale wiem, że to się opłaci kiedyś. Może już niedługo.

Tęsknię za…

… co dziwne – kuchnią mojej mamy. Może to dlatego, że dzisiaj próbowałam zrobić jej cudowny gulasz, ale oczywiście nie dusiłam mięsa, więc nie zrobiło się miękkie. Wciąż nie było złe i dało się zjeść, jednak pod jej czujnym okiem by się to na pewno nie stało.

Dziękuję za…

… Możliwość życia. W biegu codziennych spraw zapominamy o naszym największym darze. Oddechu. Polecam sobie czasem usiąść i tak po prostu cieszyć się tym, że jest nam to dane. Nieważne, że masz do zrobienia zmywanie po czwórce osób, czy termin oddania ważnego projektu już za trzy godziny. Zatrzymaj się, tak jak ja teraz. Weź kilka spokojnych, głębokich oddechów i uśmiechnij się. Tak dla mnie. To jest ważne.

Czekam na…

… WYJAZD DO POLSKI. “W końcu, zbyt długo czekałem. Całe dwanaście lat. W Azkabanie!” W sumie czekałam pięć miesięcy w Holandii, ale zawsze mi się ciśnie ten cytat w takich wypadkach. Tak. Będę tylko przez weekend niestety, jednak cieszę się, że zobaczę swoją rodzinę i zjem mamusiny rosołek. Będzie warto się przemęczyć tyle godzin w aucie dla tej zupy!

 

Podsumowując trochę mi się w życiu namieszało ostatnio, ale wszystko pod kontrolą. Nie zwolnię tempa ani przez chwilę, bo jestem zbyt zdeterminowana. Post z Tu i teraz utwierdził mnie tylko w moich przekonaniach.

Tak jeszcze korzystając z świateł fleszy skierowanych w moją stronę. Po pierwsze – BARDZO chciałabym wiedzieć, czy byłbyś zainteresowany przeczytaniem wywiadu z Holendrem. 🙂 Jeśli tak, to czy może miałbyś do niego jakieś pytania? Tak się składa, że mam pod ręką jednego i mogłabym ten plan wcielić w życie!
Po drugie – Będę robić jesienny instagramowy challenge fotograficzny w edycji holenderskiej, także jeśli ten pomysł ci się podoba, zostaw komentarz!

No, to do następnego!
Ania.

Holenderskie spotkania #6 – Rodzina królewska

Holenderskie spotkania - Rodzina królewska

Może nie każdy o tym wie, ale W Holandii też panuje Rodzina Królewska. Dzisiaj postaram się ją przybliżyć, szczególnie, że monarchia nie posiada tylko funkcji reprezentatywnych. Na początek jednak przenieśmy się głębiej w historię całego rodu. Nie będę przytaczać tutaj całego drzewa genealogicznego, bo to nie ma sensu. Po co Byłaby Ci taka wiedza w codziennym życiu? Postaram się więc wszystko spisać bardzo zwięźle. Właściwie wybrałam tylko najbardziej smakowite kąski.

Czy wiedziałeś, że pierwszym królem Holandii był William I? Miał on szóstkę dzieci wraz ze swoją żoną Wilhelminą Pruską. Objął tron w roku 1815 i abdykował w 1840, zostawiając tron następcy. Tak na marginesie, to mam wrażenie, że abdykowanie w tej rodzinie jest modne, bo czterech na siedmiu władców właśnie tak pozbyło się władzy, z czego ostatnia zrobiła to matka obecnego króla, tłumacząc się tym, że to czas na nową generację.

Obecnie panująca rodzina królewska.

Król William-Alexander jest synem poprzedniej królowej, która abdykowała w kwietniu 2013 roku. Ma żonę, jest nią Maxima, pochodząca z Argentyny. Oboje pełnią pieczę nad swoimi trzema córkami. Cathariną-Amalią obecnie pierwszą w kolejce do tronu, oraz Alexią i najmłodszą Arianą. Nic za bardzo nie da się o nich napisać. Ot, zwyczajna rodzina, która jest po prostu najważniejszą w państwie.

Bardziej aktualne zdjęcie następczyni tronu z rodzicami.

Ciekawostki

  • Król ma swoje święto. Jest to Koningsdag i obchodzone jest zależnie od tego, kiedy władca ma urodziny. (Wyjątkiem była królowa Beatrix, która obchodziła je 30 kwietnia, w dniu urodzin swojej matki.) Teraz wypada ono 27 kwietnia. Jeśli dzień króla wypada w niedzielę, obchodzone jest w sobotę przed nim.
  • Rodzina królewska mieszka w willi Eikenhorst w mieście Haga (den Haag, the Hague).
  • Jeden z braci króla Williama zginął wskutek komplikacji po wypadku na nartach. Przez ponad rok był w śpiączce.
  • Królowie nie noszą korony w Holandii.

Z ogłoszeń parafialnych, to szukam ludzi blogujących, mieszkających za granicą, jeśli to właśnie ty nią jesteś, zgłoś się do mnie przez zakładkę kontakt u góry strony!
No i teraz przyznawać się. Kto nie słyszał nigdy o tym, że w Holandii jest król?

Do następnego!
Ania. 

Lista przydatnych aplikacji, których namiętnie używam.

Lista przydatnych aplikacji              Nie umiem w ładne zdjęcia. Na szczęście istnieje Pexels.

Z racji tego, że ostatnio w całości oddałam się Apple (nie żałuje!), oto lista przydatnych aplikacji, których zaczęłam używać. Część z nich podpatrzyłam u innych, część miałam już wcześniej, niektóre nie chciały do końca działać na moim biednym androidzie, a całą resztę znalazłam, gubiąc się w appstorze. 😀

Lake: De-Stress Therapy with Art Coloring Pages

Pierwsza w zestawieniu, a jakże, ponieważ po prostu ją uwielbiam! Ktoś kto stworzył tę aplikację jest geniuszem na ziemi. Kolorowanki dla dorosłych. Urocze obrazki, wbrew pozorom nawet na telefonie bardzo łatwo się koloruje. Można zablokować sobie linie, żeby nie wyjechać przypadkiem, jest też cudowna gama kolorów, no i same kolorowanki, nawet te za darmo, są po prostu świetne. Nie jestem tylko zwolennikiem mikropłatności w takich programach, a ten bardzo chce, żebym kupowała obrazki i subskrypcje, przypominając mi o tym co pięć minut – jedyna wada aplikacji.

Itunes

Letgo

Część z was może kojarzyć tą aplikację, jednak nie jest ona jeszcze bardzo popularna. Mam nadzieje, że to się zmieni oczywiście. Aplikacja służy do pozbywania się rzeczy. Mebli, ubrań, płyt, drobnych dekoracji do domu. Ogólnie znaleźć można trochę. No ale, Ania, jakbym chciał, to bym sobie wszedł na allegro, albo inne olx! Właśnie w tym tkwi zabawa, ponieważ Letgo pokazuje ci przedmioty od tych, które są najbliżej ciebie w przystępny sposób. Załóżmy, że wybierasz sobie filtr dom i ogród, a następnie widzisz, że pani Lidzia spod dwunastki bardzo chce sprzedać stół do jadalni za 50 złoty, bo dostała od dzieci na urodziny nowy. Bardzo ubolewałam nad tym, że na moim starszym telefonie z androidem aplikacja nie działała płynnie, bo teraz wpadam na nią codziennie, żeby sprawdzić, czy czegoś ktoś nie dodał w pobliżu.

Itunes | Android

Tiny scanner

Mam skaner i drukarkę w jednym, stoi to sobie na komódce w sypialni i spełnia swoją generalną rolę. Jednak ostatnio zaczęłam jej używać już tylko do drukowania, ponieważ teraz mogę skanować dokumenty swoim własnym telefonem i powiem szczerze, że jakość jest dużo lepsza niż jakbym robiła to tradycyjnie. No i w dodatku trzy razy szybciej. Co to dużo się rozpisywać? Spełnia swoją rolę świetnie nieważne, czy w kolorze, czy szarościach. Wyraźnie i dokładnie. Przepraszam tradycyjny skanerze, jednak przegrałeś tę bitwę.

Iphone | Android

Spotify

No, o tym już wszyscy wiedzą. Spotify zawojował moje serce z chwilą, w której się o nim dowiedziałam już ponad rok temu. Po prostu kocham! Kiedyś, gdy trzeba było mieć milion płyt CD, albo milion miejsca na dysku, nie zdawałam sobie sprawy, że coś może tak ułatwiać słuchanie muzyki. Nie wyobrażam sobie już powrotu do tamtych czasów tak szczerze. Szczególnie, gdy zamiast szukać po bibliotekach, ściągać na telefon, synchronizować z komputerem, mogę po prostu sobie wpisać nazwę zespołu, wybrać piosenkę i po prostu słuchać. Mała rzecz, a tak cieszy. Kiedyś się z wami podzielę moim milionem playlist. 😀

Iphone | Android | WP

Spis nie był sponsorowany. Szkoda. Chociaż macie pewność, że czytacie tylko szczere opinie!
Podzielcie się ze mną też swoimi ulubionymi aplikacjami na telefon. Może któraś zasiądzie i w moim telefonie?

No, to do następnego!
Ania. 

Holenderskie spotkania #5 – Zielone tereny w Holandii

 

Kiedyś usłyszałam od znajomego, że mam nigdy nie jechać do Holandii, bo tam jest w ogóle tylko jedno miejsce, w którym znajdują się zielone tereny. Miał na myśli lasy, drzewa, generalnie rozwiniętą przyrodę. Potem, gdy jechałam już busem na miejsce zero, czekając na najgorsze, ludzie zaczęli nagle rozmawiać o tym samym. Kto w ogóle tam mieszka? Przecież tam w ogóle ludzie z naturą na bakier. Nie to co Polska przecież, Holendrzy już długo nie pożyją, zabraknie im tlenu (autentyk!).  Zabijam więc kolejny mit i uspokajam ludzi!

Nationale Parken

W Holandii jest aż dwadzieścia parków narodowych, które łącznie zajmują 130,000 hektarów. Nie będę tutaj przywoływać wszystkich po kolei, bo każdy jest inny i na temat każdego mogłabym napisać esej.  Do każdego parku można wejść za darmo, z wyłączeniem De Hoge Veluwe, ponieważ tam w opłatę wchodzą rowery oraz wejście do muzeum geologii i biologii Veluwe. (Wszelkie informacje dotyczące aktualnych cen w języku angielskim znajdziecie tutaj.)

 

(żródło: http://www.nationaalpark.nl/)

Ogródki

Nie wiem czemu, ale Holendrzy zaskakująco dużą wagę przywiązują do swoich małych ogródków przed domem. Potrafią wydać na nie grube tysiące euro, wliczając w to jakiegoś słynnego projektanta zieleni. Oczywiście efekt jest świetny, bo przechadzając się po różnych osiedlach, jest bardzo czysto, estetycznie i kolorowo od kwiatów. Często przed wiosną i jesienią można spotkać masę ludzi, którzy porządkują wszystko. Mimo, że przesadzają, to chociaż jest na co popatrzeć.

Mini-Zoo

Mój zdecydowany faworyt! W miastach w Holandii są takie niewielkie ogrodzone drewnianym płotem tereny, w których są zwierzęta. Można je karmić i są one łagodne. Kozy, alpaki, kury, koguty, indyki i… kangury. Tak dokładnie. U mnie są trzy takie parki, z czego jeden jest duży i koło niego znajduje się replika zamku, w której mieszkają świnki morskie! Idealna atrakcja zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.

Podsumowując, nawet w centrum miasta znajdziemy kwiaty, zieleń i parki. Gminy bardzo dbają o porządek i czystość na ulicach, są nawet specjalne służby, które zajmują się roślinnością. Mi osobiście nie brakuje tutaj nic pod tym względem. 5 minut rowerem od mojego domu jest jezioro, a 15 minut kolejne. Blisko jest też ładna ścieżka, otoczona drzewami wiśni. Idąc nią na wiosnę można poczuć się jak w różowym świecie! Gdyby było mi mało, to obok jest jeszcze jedno z mini-zoo.

Jeśli ktoś wam powie – Nie jedźcie do Holandii, bo tam przyroda umarła – wyślijcie go do mnie. Już ja go naprostuję. 😀

Nie zapomnijcie, że na facebooku jest fp bloga!
No, to do następnego!
Ania.

Dar z nieba – Pinterest.

Jeśli jeszcze nie wiesz czym jest pinterest, to prawdopodobnie ratuję ci tym wpisem życie. 

W dobie wszechobecnej cyfryzacji myślę, że ludzie mają świadomość, do czego służy ta platforma. Jeśli jednak ty, drogi czytelniku, nie jesteś w temacie, to pozwól, że cię w niego wprowadzę i wyjaśnię. Będę Ci jak taka twoja internetowa ciocia! Od początku do końca. To jak? Gotowy?

Co to jest ten cały Pinterest?

Wiesz czym jest moodboard? Zwykła tablica korkowa, na którą przyczepiasz wycinki z gazet, zdjęcia, jakieś inne pierdółki (kwiaty, liście, pióra), artykuły, lub co tylko chcesz. No dobra, ale po co? Po pierwsze dla siebie. Ja to lubię, bo mogę nakierować to co robię, zainspirować się, mieć więcej motywacji. Po drugie, dla innych. No, bo jeśli komuś mówisz, że będziesz malować różowy obraz, to ktoś może pomyśleć, że to będzie taki bardzo nasycony wściekły kolor, a tymczasem ty masz delikatną, jasną farbę. Pokażesz mu swój moodboard i pozna twoją dokładną wizję artystyczną. Pinterest może nam posłużyć właśnie za taką wirtualną tablicę.

To tylko jedna część z tego, co oferuje nam Pinterest.

Nie będę kłamać, odczuwam przyjemność z inspirowania się i zwyczajnego przeglądania ładnych zdjęć. Strona mi to zapewnia. Mogę wybierać najładniejsze i najlepsze treści oraz kolekcjonować je na różnych, tematycznych tablicach. Jeśli mam ochotę oglądać małe kotki, to mogę bez problemu znaleźć ich tam tysiące. Zdjęcia i obrazki są zapisywane, więc mam do nich bezpośredni dostęp, a skoro są skatalogowane, to nie mam chaosu na swoim profilu.

DIY

To jest też świetny aspekt pinteresta. Użytkownicy portalu oferują bardzo dużo opcji Do It Yourself. Od dekoracji domowych, przez meble, aż po jedzenie. Jeśli poszukujesz czegoś konkretnego, to jest jakieś 99% szans, że znajdziesz to wszystko bez mrugnięcia okiem.  Czasem robię jakieś ozdoby okazyjne, ale jeszcze nie zagłębiałam się w to szczególnie. Nie przeszłam na odpowiedni poziom w tym temacie, żeby być jakąś użyteczną skarbnicą wiedzy. 😀

Co jeszcze?

Czas się przyznać, do czego ja najwięcej używam pinteresta. Do klimatu i ułożenia planu działania. Mam kilkanaście tablic, jedne są już stare jak świat i mało do nich zaglądam, inne nowsze, które regularnie odwiedzam. Kiedy mam nastrój zimowy, wrzucam sobie odpowiednie tagi i zapisuje najładniejsze zdjęcia, oraz rzeczy, które mogą mi się zdecydowanie przydać. Ponadto mogę zrobić moodboard od ręki kiedy tylko najdzie mnie wena twórcza. Dlatego też na jesień mój pinterest wybucha, jak zresztą każdy portal społecznościowy, także bądźcie czujni, bo już mam kilka super pomysłów do zrealizowania tego roku.

Podobało ci się? Możesz wpaść na fp na facebooku, odpowiednie okienko masz po prawej stronie.
Masz pytanie? Nie wahaj się zadać go przez zakładkę kontakt u góry strony.

Posiadasz konto na pintereście? Używasz go? Podziel się nim ze mną koniecznie w komentarzu.

No, to do następnego!
Ania.