Jak wyjechać do pracy w Holandii – Poradnik – #2

Cześć i czołem, kluski z rosołem! Mam dzisiaj taki dobry humor, że mogłabym góry przenosić! A ty? 😃
Przepraszam, że tak długo musiałeś czekać, ale chcę, by te poradniki były tak rzetelne, jak tylko można!
Jeśli jeszcze nie widziałeś pierwszej części poradnika, to zapraszam cię do kliknięcia tutaj.
Po krótce, zanim przejdę do rzeczy – dziś bierzemy na tapetę sam wyjazd
Życzę Ci miłej lektury! 😃

Krok #3 – Pakowanie

Najczęstsze pytanie, pojawiające się na wszelakich stronach, to zdecydowane “co ja właściwie mam zabrać?” Przygotowałam więc dla ciebie krótką listę rzeczy, które moim zdaniem powinny się znaleźć w twojej wyjazdowej walizce. Po pierwsze i najważniejsze jednak sam rozmiar bagażu. Jeśli jedziesz busem, który zapewniła ci agencja pracy, lub który załatwiłeś sobie sam, to wiedz, że masz raczej nieograniczone możliwości co do bagażu. Nie mówię tutaj o meblach, oczywiście, ale normalną sporą walizkę możesz zabrać i wątpię by był to problem.
Czego odradzam zabierać? 
  • Drogiego sprzętu (laptop, aparat, tablet, biżuteria cokolwiek co dużo kosztowało i nie możesz tego nosić zawsze przy sobie) Dlaczego? Powód jest bardzo prosty, często jest tak, że pokoje pracownicze nie są zamykane na klucz, mój na przykład nie był, każdy mógł do niego wejść i sobie zabrać cokolwiek. Powiem szczerze, że co najmniej raz w tygodniu komuś coś drogiego ginęło. Niestety. Cieszę się, że mój stary laptop wytrwał. 🙂
Co ci się może przydać? 
  • Suche jedzonko. Ryż, kasza, przyprawy, coś co się nie psuje szybko i zawsze można do czegoś wykorzystać. Abstrahując już od kosztów, to z tego, co zauważyłam nawet głupia przyprawa curry smakuje trzy razy inaczej niż w te w Polsce, więc przygotuj się na to, że tutejsze jedzenie może ci nie smakować.
  • Kawa. Jeśli jesteś kawoszem, to weź najlepiej tyle, żeby ci starczyło na cały pobyt. 🙂  Jak przyszło mi za trochę kawy zapłacić 6 euro, to chciałam wracać do kraju na piechotę.
  • Zorientuj się w jakich warunkach będziesz pracować. To ważne, bo jeśli na chłodni,  to szczególnie w wakacje, lepiej, żebyś miał dużo ubrań. Szczególnie zadbaj o te cieplejsze. Ze dwie grubsze bluzy, może nawet kurtkę. Jak już ci przyjdzie pracować w 5 stopniach, to mi podziękujesz.
  • Podstawowe leki – apap, polopiryna, czy coś na kaszel. Lepiej mieć pod ręką niż potem szukać polskiego sklepu, czy faszerować się tylko i wyłącznie paracetamolem z Jumbo.
  • Pieniądze. Pamiętaj, że wypłatę dostaniesz dopiero w drugim tygodniu pracy (za pierwszy), o ile, przy dobrych wiatrach, zaczniesz pracować od razu po przyjeździe. W gorszych przypadkach jesteś nawet tydzień w plecy z wypłatą, a coś jeść trzeba. 🙂
  • Rzeczy do podstawowej higieny osobistej – tu chyba nie muszę się rozpisywać.
  • Jeśli jednak decydujesz się przewieźć coś cennego, to spakuj to porządnie między ubrania w w walizce, bo kierowcy busów często upchają bagaże z tyłu, a i po drodze mogą być jakieś wyboje.
  • Talerz, widelec, nóż, łyżkę, etc. Podstawowe wyposażenie kuchenne, żeby zjeść. Przeważnie na mieszkaniach są, aczkolwiek, lepiej mieć własne niż potem nie mieć na czym jeść. 😃
  • Jeśli masz, możesz wziąć jakiś stary telefon. Prawdopodobnie dostaniesz holenderską kartę, na którą będą się z tobą kontaktować koordynatorzy. Całkiem wygodnie mieć po prostu dwa telefony. Szczególnie, że jeśli dzwonisz do Polski z niderlandzkiego numeru, to już nie jest to roaming i liczy się jako rozmowa międzynarodowa – obie strony za to płacą.

Krok #4 – Wyjazd!

Nadchodzi upragniony dzień, liczysz już minuty i godziny do przyjazdu pana kierowcy, a potem czeka cię jeszcze, przy najlepszych wiatrach, 15-godzinna podróż do Holandii. No właśnie. I tutaj są rzeczy, które już powinieneś mieć ogarnięte i zapięte na ostatni guzik.
  • Wymień sobie trochę papierkowych euro na monety.  W Niemczech łazienki na stacjach są płatne poprzez takie automaty, które przyjmują TYLKO drobne. Złotówki niestety nie przejdą. Właśnie dlatego warto mieć trochę centów.
  • Dopilnuj, że masz zapakowane wszystkie dokumenty, umowę,  wszelkie karty do bankomatów, dowód osobisty lub paszport.
  • Zgraj sobie muzykę na telefon lub jakiś film, a jeśli masz komuś napisać, że żyjesz i masz się dobrze, to najlepiej zrobić to przed granicą Niemiecko-Polską. Potem lepiej internet wyłączyć (chyba, że masz wykupiony pakiet internetowy europejski).
  • Jeśli masz chorobę lokomocyjną, to wiadomo, lepiej mieć ze dwie tabletki aviomarinu przy sobie. Jakby co.
Krok #5 – Na miejscu
Zazwyczaj, ludzie są przewożeni najpierw do samego biura agencji, przez którą mają zacząć pracę. Prawdopodobnie tak będzie też z tobą. Musisz podpisać papiery na miejscu, oraz okazać swój dowód osobisty. Biuro powinno załatwić ci numer SOFI jest to taki polski NIP. Nadawany jest tylko raz w na całe życie, także dlatego to ważne, żebyś zachował sobie papier, który dostaniesz. Jeśli zamierzasz wrócić do Holandii powiedzmy za rok, albo zostać na stałe, to najlepiej, żebyś mógł go okazać bez problemów, w miejscach, w których będzie to potrzebne (czyli wszędzie w sumie). Wyrobienie tego trwa dosłownie chwilkę, odbywa się w urzędzie Holenderskim. (Jeśli nie znasz angielskiego, to koordynator może ci tłumaczyć),  tutaj też będziesz potrzebował swojego dowodu. 🙂
Potem możliwe, że od razu pojedziesz już na miejsce swojego zamieszkania. Od tego momentu zaczniemy już w ostatniej części mojego poradnika. 😉

 

Podobało ci się? Mam nadzieję! Pamiętaj, że z boku bloga możesz zaobserwować fajny holenderski instagram, a także polubić stronę na facebooku! 

No, to do następnego, 
Ania

Jak wyjechać do pracy w Holandii – Poradnik – #1

Cześć i czołem, kochani!

Do sezonu wyjazdowego zostały jeszcze co najmniej dwa miesiące, ale z mojego doświadczenia najlepiej jest jak najwcześniej zacząć przygotowania, szczególnie jeśli planujemy pobyt za granicą na dłużej. Dzisiaj na tapetę bierzemy oczywiście Holandię. (Kto by się mógł spodziewać) 😀Sam wyjazd oczywiście nie jest jakąś trudną sztuką, patrząc po naszej liczebności tutaj, ale warto też spojrzeć na to, jak dużo ostatnio się słyszy o ludziach oszukanych. Ten poradnik ma pomóc laikowi w swoim pierwszym wyjeździe za pieniędzmi.
Po pierwsze i najważniejsze jednak, chciałabym z góry podkreślić, że to wszystko są wyniki moich obserwacji i doświadczeń zebranych przez prawie dwa lata tutaj.
Podzielę tę, dość długą notkę, na trzy części. Ponieważ mam wam zamiar przekazać naprawdę spory ogrom wiedzy tajemnej, a nie chcę też, żebyście się znudzili. Dzisiaj opowiem wam o, według mnie, najprostszym sposobie na wyjazd do Holandii. 😃
Zaczynajmy więc!

Krok #0 – Sprawdź swoje umiejętności języka angielskiego

Tutaj możemy iść dwiema drogami. Jeśli masz skończone liceum, matura już zdana, a przez wakacje chcesz sobie dorobić, to naprawdę nie musisz umieć angielskiego tak dobrze. Sklepy są samoobsługowe, koordynatorzy mówią po polsku, a w pracy pełno twoich rodaków. Schody zaczynają się w momencie, gdy chcesz tu zostać na stałe, ponieważ prędzej czy później ten brak umiejętności cię dopadnie. Żeby zostać  potrzebujesz meldunku, w holenderskich urzędach nie mówią po naszemu oczywiście, jeśli przyjeżdżasz z rodziną, to nawet nie porozmawiasz z nauczycielką, o wynikach w nauce swojego dziecka. Ba, żeby dostać lepiej płatną pracę zawsze jest wymagany przynajmniej angielski. Będziesz zdany na osoby trzecie, które ten język potrafią.
Także podsumowując. Krótki pobyt czysto zarobkowy, polski wystarczy, na dłużej, warto pomyśleć o jakimś kursie.

Krok #1 – Znajdź PORZĄDNĄ agencję pracy

Słowa drukowanymi literami nie zrobiłam przez przypadek, jest ono bardzo ważne. Tu już się nam nic nie rozjeżdża. Nieważne na ile do Holandii przyjeżdżamy nie chcemy być oszukani. Chcemy być traktowani dobrze, a także chcemy zarobić i nie przejmować się niczym. Powiem wam jedną rzecz. Z idealną agencją się jeszcze osobiście nie spotkałam. Mówię tutaj o takiej, która zapewnia zakwaterowanie. Jednak możemy oszukać trochę przeznaczenie i z odpowiednim nakładem czasu wybrać taką najlepszą dla siebie. Bo internet jest pełen opinii o różnych agencjach, trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. 🙂
Gdzie więc szukać? Najlepiej moim zdaniem przyłączyć się do jakiejś dużej grupy na facebooku, podlinkuję wam na dole, a potem w lupce wpisywać nazwy agencji, które znaleźliście gdzieś w internecie. (Mogę wam w przyszłości zrobić dokładny spis w miarę dobrych i złych agencji jeśli chcecie.) Albo już nawet nazwy firm, w których docelowo macie pracować
Ale uwaga! Jest pewna sprawa, ponieważ czasem możecie trafić na polską agencję pracy, która was przekieruje do również polskiej agencji pracy, która to działa na terenie Holandii. Głupie, nie? Nawet to zdanie brzmi źle. Ze mną tak zrobili. Wyjechałam przez inną agencję do pracy, a na miejscu, to już była zupełnie inna i podpisywałam znów co innego. Także miejcie się na baczności i dopytujcie. To prowadzi nas z kolei do następnego kroku.

Krok #2 – Zrób sobie listę pytań, które chcesz zadać

Moim skromnym zdaniem, to rekrutacja przez Skype, choć brzmi kusząco, to nie jest zbyt dobry pomysł. Najlepiej wybrać się do oddziału danej agencji w Polsce, nawet jeśli znajduje się ona na terenie innego miasta. Oczywiście jesteśmy już po kroku “sprawdzania różnych opcji” i wydaje się nam, że to jest właśnie to, czego szukaliśmy.
O co powinniśmy spytać w agencji pracy i co powinno nam zapalić czerwoną lampkę? Pamiętajcie też, żeby zapisywać skrupulatnie odpowiedzi pani za biurkiem, bo pamięć przecież bywa zawodna.
  • Zakwaterowanie – Normalnym jest, że kosztuje ono około 100 euro za tydzień pracy. Warto poprosić o zdjęcia budynków, jak mieszkanie wygląda w środku itd. Jeśli agencja wyskakuje z 150 euro za tydzień, to już chyba kogoś poniosło konkretnie.
  • Odległości od pracy – Jak daleko ona jest od miejsca zakwaterowania? Jak będziecie dojeżdżać do tego miejsca? Jak daleko jest do najbliższego sklepu, czy większego miasta (pamiętajmy, że takie kwaterunki, to często duże hotele gdzieś na wsi), czy będziesz musiał płacić za swój dojazd do pracy? (Ja akurat dostałam rower, miałam do pracy trzy kilometry i odciągnęli mi 150 euro kaucji za niego, którą potem mi zwrócili, jak już miałam własny. Jednak wiem, że osoby potrafiły płacić 3 euro za tydzień za wypożyczenie roweru w innej agencji.)
  • Co to jest za praca? Jaka będzie tam panować temperatura? Czy to będzie chłodnia, czy może zbieranie tulipanów w upale?
  • Wszelkie dane typu adresy, telefony do koordynatorów, też należy wziąć. 
  • Upewnić się, że umowę dostaniecie ZANIM wyjedziecie do Holandii, żebyście mogli ją sprawdzić, czy się pokrywa z tym, co zostało wam powiedziane. Dopilnujcie też, że zostanie dla was przygotowana kopia tejże umowy. Skontrolujcie, czy obie wersje się zgadzają.
  • Spytajcie się też o to, czy koordynatorzy zawiozą was też wyrobić konto bankowe w pierwszy dzień. To akurat jest opcjonalne i nie każda agencja to załatwia. Moja tego nie robiła, więc konto bankowe musiałam jechać wyrobić sobie sama.

 

Ja nie wyjechałam zbyt mądrze i musiałam przez pierwszy tydzień chodzić na piechotę do sklepu, bo wtedy nie było dla mnie pracy = nie było też roweru. Szczęście w nieszczęściu, że na parku, w którym mieszkałam był dość drogi sklep, a kolejne trzy kilometry dalej była już normalna, tańsza sieciówka.
Widzicie sami, że trzeba bardzo uważać, jeśli chodzi o agencje pracy, jednak ja naprawdę nie trafiłam jakoś bardzo źle. Pare razy musiałam się upomnieć o coś, co jest moje (raz zwlekali, by mi oddać kaucje za rower, a dwa to ktoś zapomniał nagle o moim wniosku urlopowym i sam pojechał na urlop.)
Pamiętajcie też, że najlepiej jechać we dwójkę. Jednak to jest większe bezpieczeństwo niż samotna wyprawa.

Podobała ci się ta notka? Mam nadzieję! 
Powiedz mi co o niej myślisz w komentarzu. Może masz jakieś pytanie? Może zapomniałam o czymś powiedzieć? 😃 
Nie wiem czy zauważyłeś, ale z boku strony pojawił się też fajny holenderski instagram! 
Zapraszam serdecznie. 


No, to do następnego!
Ania.

Holenderskie Spotkania #12 – 20 ciekawostek o Holandii.

Dzisiaj na spokojnie i z przymrużeniem oka przedstawiam ci 20 ciekawostek o Holandii, które zebrałam, znalazłam, oraz których doświadczyłam. Miłego czytania!

Jedziemy!

  1. Holendrzy mówią najlepiej po angielsku z całej Europy;
  2. Ponad 1000 wiatraków stoi w Holandii od 1850 roku;
  3. Tulipany przybyły do Holandii… z Turcji w XVI wieku;
  4. Holandia jest drugim największym exporterem piwa na świecie;
  5. Holandia jest najniżej położonym krajem na świecie;
  6. Bardzo duża ilość kobiet w Holandii rodzi w domu, podobno to przez to, że schody tam są tak strome, że jak ciężarna kobieta wejdzie, to już nie zejdzie; 😉
  7. Holenderska rodzina umieszcza dekoracje w swoim frontowym ogródku po narodzinach nowego jej członka;
  8. Holenderscy ludzie są najwyżsi na świecie;
  9. W Amsterdamie jest 165 kanałów, to jakieś 100 kilometrów długości;
  10. Holendrzy bardzo lubią lukrecję;
  11. Holandia była pierwszym krajem, który zalegalizował małżeństwa homoseksualne; (w 2001)
  12. Holendrzy lubią jeść swoje frytki z ogromną ilością majonezu;
  13. Mamy tutaj także największy kwiatowy ogród w Europie. – Keukenhof (Tam też pojadę jak już będzie ciepło!);
  14. W Amsterdamie znajduje się ponad 1200 mostów;
  15. Lotnisko Amsterdam Schiphol znajduje się 4 metry pod poziomem morza;
  16. W Holandii elfy świętego Mikołaja są afroamerykanami. (Przynajmniej taką mają urodę);
  17. Holendrzy nie lubią być zaskakiwani wizytami. Wszelkie spotkania muszą być planowane wcześniej;
  18. Woda w holenderskich kranach jest bardzo czysta;
  19. Amsterdam jest konstytucyjną stolicą Holandii, jednak realnie ta funkcja leży bardziej w Hadze, bo to tam znajdują się wszystkie siedziby rządu, ambasady (w tym również polska) etc.;
  20. Co więcej, Amsterdam leży w prowincji Północna Holandia i nie, nie jest stolicą tej prowincji, bo nią jest Haarlem dość małe miasto jakby porównać oba;
Holandia jest naprawdę dziwnym i śmiesznym krajem, jakby na to nie patrzeć.

Podobał ci się ten wpis? Chciałbyś więcej ciekawostek? Daj znać!


No, to do następnego!

Ania.

Czemu w Polakach jest tyle nienawiści? – Nanga Parbat

Nanga Parbat

Zaczynam ten post już kolejny raz, sama nie wiedząc, co właściwie chcę nim osiągnąć. Tematem bloga jest przecież zupełnie coś innego. Jednak odczuwam silną potrzebę, by to zrobić. Słowa same cisną mi się na usta, jest tyle rzeczy, jednak wciąż coś nie pasuje. Czegoś brakuje.

Jeśli jest ktoś, kto nie wie o całej sytuacji, to niech sobie otworzy jakąkolwiek stronę z informacjami. Tam będzie wszystko opisane. Godzinowo. Od wczoraj każdą wolną chwilę spędzałam na twitterze, by być na bieżąco z wydarzeniami, które miały miejsce na Nanga Parbat. Sama nie spodziewałam się, że zaangażuję się aż tak.

Siedzę w ciepłym mieszkaniu, nie znam się na wspinaczce, ba, nigdy nie byłam w górach. Nie wyobrażam sobie też odczuwać takiego mrozu. I nie rozumiem też dlaczego Polacy tak nienawidzą. 

Wiadro pomyj wylane

Nie będę tutaj pisać więc o górze. O ich przygotowaniu, o mojej perspektywie na akcje ratowniczą. Napiszę o tym, jak ludzie potrafią rzucać w siebie jadem, wyzwiskami, obelgami bez zastanowienia. Osądzają również szybko wszystkich i wszystko dookoła.

Jak wspominałam już, od wczoraj jestem na twitterze praktycznie non-stop. Zaobserwowałam dużo wiadomości wsparcia, nadziei, miłości, wielu do ostatniej chwili wierzyło po prostu. Jednak zatrważająco dużo było też tych nienawistnych. “Dlaczego nie wykupili sobie ubezpieczenia? Teraz płacimy to z podatków.” znalazło się także parę “głupia Francuzka go zostawiła! To przez nią nie żyje!” oraz “Czemu ratownicy nie weszli po Polaka? Mogli ją zostawić przecież, ona nie jest ważna”  nie brakowało również hejtu w stronę samego czapnika “Głupi był ten Tomek, po co tam lazł?” albo “Idiota, narażać życie dla jakiejś tam góry.” Oczywiście wszystko to tutaj zostało złagodzone, bo przecież nie chciałabym umieszczać na blogu tylu przekleństw.

Po co?

Każdy ma swoje zdanie, rozumiem, że każdy chce je wypowiedzieć. Dla tych ludzi nieważna była rodzina, która również przeglądała te wpisy, nieważne było to, że tym “swoim zdaniem” ranią innych ludzi. Nie chcę naprawdę się rozwodzić ale jest jedna rzecz, którą muszę napisać.

Gdyby kontynuowanie akcji ratowniczej było możliwe, to ona by dalej trwała. 

Ludzie, którzy poszli ratować tę parę, poszli z własnej, nieprzymuszonej woli. Poszli, bo chcieli pomóc. Gdyby nie chcieli, to by ich tam nie było w ogóle. Mogli to olać na dobrą sprawę, tak? Poza tym, dobry ratownik, to chyba żywy ratownik, z tego co się orientuję.

Nie rozumiem, jak można tak osądzać wszystko, tak jakby te góry były spacerem po parku, albo chodziło o ściągnięcie kota z dachu. Jakie podstawy trzeba mieć i kim w ogóle trzeba być, żeby rzucać mięsem we wszystko dookoła. Jaki cel ma tak naprawdę ten wpis? Myślę, że to bardziej apel. Nie zakładajmy, póki nie wiemy nic o temacie, a nawet jeśli wiemy, to nie rańmy innych ludzi naszymi słowami.

Dlatego proszę. Może akurat autorzy takich wpisów się tutaj pojawią. Nie nienawidź innych ludzi. Nie pluj jadem na prawo i lewo.
Każdy człowiek jest ważny.  

Sama również potrzebowałam z siebie to wyrzucić. 
Na ten moment z tego co wiem nie jest przewidziana dalsza akcja ratunkowa dla Tomka.
Pozostaje mi tylko złożyć kondolencje rodzinie i przyjaciołom. 

Holenderskie Spotkania #11 – Koszt życia w Holandii

Rozwiewam wątpliwości, aczkolwiek zanim zaczniesz czytać ten post, musisz sobie wziąć na coś poprawkę – na region w jakim mieszkam, a jest to średnie miasto w Noord-Brabant. Uniknę dzięki temu komentarza, że twój brat mieszka w Amsterdamie i płaci dwa razy tyle za wynajęcie mieszkania. 😉
Zestawienie obejmie podstawowe funkcje życiowe z punktu widzenia polaka, który dopiero co przyjechał do Holandii. W przyszłości pojawi się kolejne, dla osoby, która “już coś wie, już coś rozumie”.
Poznajmy więc Kaję. Kaja ma 25 lat, jest samotną kobietą, która przyjechała “na chwilę”. Mieszka w mojej okolicy, pewnie fajna babka. Znalazła spoko pracę przy obróbce mięsa. Krótko mówiąc stoi przy taśmie przez 40 godzin w tygodniu. Kaja stwierdziła, że nie będzie mieszkać na domku zapewnionym przez agencje, bo jak każdy wie, pewnie jest tam grzyb. 😀 Znalazła więc pokój.

Czemu nie mieszkanie?

Bo mieszkania są po pierwsze drogie, a po drugie wynajęcie mieszkania to nie taka łatwa sprawa, jeśli pracujesz “na śmieciówce” przez agencje. Pokój to dobra opcja na start. Koszt małego pokoju to jest około 300 euro miesięcznie. Zazwyczaj są już w to wliczone wszelkie media oraz internet.

Co z resztą?

Kaja je dobrze. Lubi zjeść, ale lubi też gotować. No i lubi polskie jedzenie, więc często odwiedza polskie sklepy.
wydaje więc kolejne 300 euro na jedzenie w miesiącu. Oprócz tego Kaja ma telefon na kartę, którą ładuje za około 30 euro w miesiącu. Lubi wyjść do kina, a także czasem pójść na imprezę ze znajomymi, co sumuje się na dodatkowych 100 euro w miesiącu.
Kaja żyje sobie spokojnie, pracuje swoje 40 i jeszcze udaje się jej w miarę możliwości odkładać pieniądze.
Bądź jak Kaja!
Jak widzicie nie rozpisałam się tutaj jakoś wylewnie. Wiem, że ludzi ciekawią sprawy finansowe, ale z drugiej strony takie “życiowe ceny” są tak różnorodne, że nie chciałam się w to bardziej wgłębiać. Jeśli macie jakieś pytania, zadajcie je w komentarzach, chętnie wam na nie odpowiem! 😃
No, to do następnego!
Ania.

Tu i teraz #3 Styczeń

Czasami mam tak, że muszę usiąść i zacząć pisać, wiedząc, że potem nie będzie na to czasu. Tak właśnie teraz robię. Piszę posta pomimo faktu, że ma się on ukazać dopiero za tydzień. Gdy ja już będę zajęta pakowaniem się przed wyjazdem na urlop do Polski. W międzyczasie słucham jakiś filmików na youtubie i popijam energetyka. Rozsiądź się wygodnie i ciesz się ze mną tą chwilą. Będzie mi bardzo przyjemnie. 🙂

Chciałabym…

… w końcu już być w tym samolocie do tej całej Polski! W zeszłym roku odwiedziłam swój kraj na uwaga… 15 dni. Może nawet mniej. W tym roku chcę przynajmniej raz na trzy miesiące wrócić na stare śmieci, żeby chociaż nie zapomnieli jak wyglądam. 😉

Cieszę się…

… bo czuję w kościach, że ten rok będzie lepszy. Zaczęłam się organizować (ułomnie troszkę, co zobaczycie niedługo. Ważne, że działa!), wyrabiać zdrowe nawyki. Wiem, że długa droga przede mną, ale jestem gotowa i pełna optymizmu!

Potrzebuję…

… przestać pić tyle kawy. To dopiero potrzeba pierwszego świata, co? Jednak jak tak myślałam nad tym, to stwierdziłam, że z rzeczy materialnych nie potrzebuję nic więcej oprócz tego, co już posiadam. Jeśli chodzi o jakieś inne, bardziej wewnętrzne sprawy, to je, na dobrą sprawę, też mam. Ja po prostu przyswajam za dużo kofeiny. 😀

Czuję się…

… śpiąca. Może to przez tą dziwną pogodę, jaka nas tu nawiedziła dzisiaj. Raz słońce, a za pięć minut wiatr, ulewa i grad. Tak w kółko. To z bardziej przyziemnych rzeczy. Od innej strony, czuję ulgę, czuję wolność, czuję wiatr w żaglach. Mimo tego, że nie ma kolorowo przez cały czas, to trzeba się uśmiechać! ♥

Tęsknię za…

… o dziwo, jedzeniem mamusi, oczywiście. Sama myśl, że za chwilę będę mogła przez cały tydzień jeść tylko to, co ta złota kobieta mi ugotuje, jakoś poprawia mi humor. Wiem, że mam tu pod nosem polskie sklepy z asortymentem lepszym niż w biedronce, ale jednak co Mamy to Mamy.

Dziękuję za…

… to, że w Holandii jest tak ciepło zimą. Wiadomo, nie porównam tutaj tego kraju, do jakiejś Florydy, czy czegoś innego, ale jednak nie ma tutaj -15 stopni, a powiedzmy “aż” 8. Wiosna już za rogiem. Wypatruję jej cierpliwie.

LangPie – Czyli tłumaczenia zawsze pod ręką

Zanim wyciągnięsz swoje najlepsze czarne ubranie zawahaj się jeszcze na chwilę, bo dodaję post
Po części z wyjaśnieniami, po części powodem mojej tymczasowej absencji.

Chciałabym wam dzisiaj przedstawić coś, nad czym ostatnio ciężko pracowałam, mianowicie swoją własne własne, osobiste internetowe dziecko – LangPie.
Zastanawiałam się ostatnio nad tym, jak mogę przysłużyć się światu, a tym bardziej blogosferze. Mój twór jest wynikiem tych rozmyślań. Gdzieś między trzecim, a czwartym kubkiem kawy zdałam sobie sprawę, że języki generalnie nie są aż tak obleganym tematem. Zastanawiam się czemu, żyjemy przecież w XXI wieku, czasy internetu, social media, przynajmniej angielski powinien być na porządku dziennym, jednak tak nie jest.

Zmieńmy to

Wyruszam na wojnę. Całkiem przyjemną muszę przyznać, bo kocham to co robię. Co to znaczy dla ciebie, mój drogi czytelniku? Nic się nie zmieni. Nadal będę trwać przy swojej pobocznej serii holenderskiej, wzbogacając ją o nowe rzeczy, bo jestem jednak związana z tym krajem na dobre chyba. 🙂
Na blogu od dzisiaj będą się pojawiać materiały do nauki języków. Planery, organizery i plakaty motywacyjne, które pomogą ci się wziąć w garść i systematycznie uczyć. (W ładnej, minimalistycznej oprawie, oczywiście). Oprócz tego już niedługo pojawi się seria, nad którą pracowałam długo – seria postów dotyczących języka angielskiego oraz… no chyba nie chcesz, żebym ci od razu tak wszystko wygadała, co? 🙂

Oprócz tego, że blog zaczyna znów działać, chciałabym was jeszcze zachęcić do spojrzenia w kartę o autorce, w końcu zaktualizowana!

W nowej zakładce “oferta” znajdziecie natomiast pomoc. Jeśli chcecie coś szybko i profesjonalnie przetłumaczyć na język angielski z polskiego, bądź odwrotnie, na pewno wam się to przyda.

Nowy harmonogram postów!

Holenderskie spotkania będą się pojawiać raz w tygodniu – wciąż w piątki.

Posty językowe będą się pojawiać raz na tydzień – we wtorki.

Posty różniste będą się pojawiać w losowe dni tygodnia, ale postaram się, by były często, bo lubię je pisać i nie mogłabym z nich zrezygnować niestety.

Nie obiecuję jedenastu postów tygodniowo, ale damy radę.

No, to do następnego!
 Ania

PS Taki trochę post typowo informacyjny mi wyszedł, co nie? Przepraszam was za to

PS 2 LangPie to skrót od Language Pie (no co, lubię ciasta)

PS 3 Jeśli podoba ci się mój blog, polub stronę na facebooku, oraz zostaw komentarz! To dla mnie niezmiernie ważne.
PS 4 Fajnie, że jesteś!

Poprawność językowa – temat rzeka. #NaStrażyInternetu

Tym postem rozpoczynam serię wpisów pod hashtagiem #NaStrażyInternetu 
Pisać tu będę o zjawiskach, przedmiotach bądź wydarzeniach. 

Ważne ostrzeżenie - przedstawiam mój punkt widzenia, a także nie zmuszam nikogo, by go podzielał.

Czasem się tak zdarzy, że przeglądasz w spokoju swojego facebooka i natrafiasz na ciekawe posty.  Niektóre cię rozbawią, przez inne poczujesz się zirytowany. Ja wczoraj jednym zostałam zainspirowana, bo przedstawiał problem, który wydaje się coraz bardziej masowy. Poprawność językowa.

Wsadzam gałąź w mrowisko. Mocno.
Wczoraj jedna z członków pewnej grupy (administratorka bodajże?) zrobiła transmisję na żywo, prowadziła jakieś szkolenie. W sumie można stwierdzić – Anik, czego ty się czepiasz, nie masz co robić z życiem?

No tak, tylko, że zaraz po tym wydarzeniu pojawił się post tej kobiety, w którym narzeka na czym świat stoi. Do właściwie większości wymienionych tam rzeczy nic nie mam. Mnie również wkurzają te wszystkie “Zarób miliony monet, już teraz, nie wychodząc z domu!!!!” w postaci prywatnych wiadomości. Rozumiem także, że niektórzy ludzie na takim streamie mogą być po prostu chamscy wobec prowadzącego i wcale nie jest to przyjemne. Gorzej już, gdy ktoś ma problem z uwagami w swoim kierunku.

Postawię sprawę jasno z mojego punktu widzenia. Jeśli ktoś kulturalnie zwraca ci uwagę na jakikolwiek błąd (nieważne, czy to jest literówka, gramatyka, czy coś innego), to jedynym odpowiednim zachowaniem w tym wypadku jest poprawienie tego i podziękowanie. Ja jako twórca bloga, pisarz do szuflady i nie tylko, bardzo doceniam, gdy ktoś wskazuje mi jakieś niedociągnięcia. Mogę wtedy się ich pozbyć i być lepsza w tym co robię.

No nie wszyscy myślą w ten sam sposób. Ta pani z pewnością, a po tym co zobaczyłam, nie kupiłabym u niej absolutnie nic. Zachowania w stylu “nie można się mnie czepiać, bo nie mieszkam w Polsce i w ogóle to podcina kobietom skrzydła!” nienawidzę. Przez ten pryzmat od tej pory będę patrzeć na jej produkty. Skąd mam teraz wiedzieć, czy kurs, w który chcę się zaopatrzyć nie ma tych wszystkich niedociągnięć?

Zaskakujące są też dziewczyny komentujące pod tym postem. Zaczynały wręcz wyśmiewać zasady pisania, bo po co one? Ludzie, którzy zwracają uwagę są źli i okropni. Przez nich ich rozwój się zatrzymuje i nie osiągają swoich celów. Na deser coś, co wywołało u mnie salwę śmiechu. Mianowicie stwierdzenie, że gdy ktoś wskaże ci literówkę w jakimś twoim tekście, to jest wtedy hejt i nienawiść. No proszę was. Szanujmy się.

Większa perspektywa

Patrząc trochę szerzej na sam problem możesz zauważyć, że chociaż raz natrafiłeś na facebookowy post, pod którym ludzie pożarli się o poprawność językową. Wyzwiska, przekleństwa, obrażanie rodziny na trzy pokolenia wstecz. Sama tematyka mogła dotyczyć nawet pogody na Hawajach, dla nich jest ważne to, że napisałeś Burza przez ż. Trzeba cię zgnoić. Pojawiają się też obrońcy z cudownymi tekstami “po co komu język polski” i wtedy dopiero zaczyna się wojna.

Dlatego mogę ci dać jedną radę – nigdy się w to nie mieszaj. Ludzie cię ściągną na dół szybciej niż zdążysz powiedzieć herbatniczek. Uciekaj najdalej jak możesz, bo gdy stykają się dwa skrajne poglądy – nic cię nie uratuje. Nawet ja.

Jaki jest z tego wniosek?

Nasz piękny język rodzi więcej konfliktów niż czarne charaktery w bajkach dla dzieci, a poprawność językowa w internecie maleje z każdą chwilą. Przez kilka osób, które stwierdziły, że w sumie to po co się kształcić, a te czerwone podkreślenia klienci (o zgrozo) wybaczą, bo przecież całość jest merytorycznie dobra! Każdy kto twierdzi inaczej po prostu hejtuje i zabija psychicznie innych. Poważnie.

Mam nadzieję, że tekst Ci się spodobał, jeśli tak, polub moją stronę na fb! :) 

No, to do następnego!
Ania.

 

Jesienna lista + Bonus – niespodzianka, dla was!

jesienna lista

Pogoda tutaj niestety nie rozpieszcza, a jesień zaczęła się pełną parą jeszcze przed oficjalną datą. Patrząc na prognozy przyszłościowe będzie już tylko chłodniej, a żadne temperatury już raczej nie przekroczą 20 stopni. Ja się tam cieszę, ale z drugiej strony, sezon na chusteczki, herbatkę z cytryną i leki czas zacząć! Co jeszcze? Bardzo istotna jesienna lista rzeczy do zrobienia! Czyli coś, co pomaga mi przegonić chandrę i przeżyć ten okres jak najlepiej. Punktów na ten moment jest 20, może w przyszłości ją powiększę. 🙂

Jesienna lista.

  1. Przeczytać co najmniej trzy książki.
  2. Zrobić jesienne dekoracje diy do domu.
  3. Zrobić placek dyniowy! (Niestety nie upiekę, a na zimno, bo nie mam piekarnika. :()
  4. Spalić całe świeczki o jesiennych zapachach.
  5. Pojechać na jednodniową wycieczkę.
  6. Posiedzieć o poranku z kawą w ciszy.
  7. Obejrzeć jeszcze raz The nightmare before christmas oraz Coraline
  8.  Zrobić trzy dyniowe latarnie!
  9.  Zasiać jakąś jesienno-zimową roślinę i trzymać na parapecie.
  10.  Przegadać cały wieczór z przyjaciółką.
  11.  Przygotować sobie kostium na Halloween.
  12.  Posprzątać we wszelkich szafach i szafkach.
  13.  Przygotować sobie kubek białej czekolady z dyniową przyprawą.
  14.  Zaliczyć przynajmniej trzy długie, wieczorne spacery.
  15.  Sprawić sobie ciepły sweter i grube skarpetki.
  16.  Postarać się zacząć pisać Morning Pages. 
  17.  Zacząć i skończyć fall instagram challenge.
  18. Pobrać na telefon nowe klimatyczne tapety.
  19.  Zdać TOEFL jak najlepiej.
  20. Zrobić imprezę Halloweenową z prawdziwego zdarzenia!

Mam nadzieję, że dzięki mnie poczujesz końcówkę tego roku najlepiej jak potrafisz. Naprawdę warto celebrować każdy dzień swojego życia. Tak, dobrze widzisz, nawet te niefajne! … ale co? Bonus? No tak, zupełnie zapomniałam, dobrze że przypominasz!

Bonus!

Mam coś dla wszystkich ludzi, którzy lubią się rozkoszować pochmurnym widokiem za oknem z książką w ręku i słuchawkami w uszach. Wszystkie piosenki na tej playliście kocham, większość ma dla mnie duże znaczenie sentymentalne. W miarę spokojne, idealne na poranek z kawą specjalnie dla ciebie!

To by było dzisiaj na tyle chyba. Godzina prawie 12:00, a ja muszę jeszcze dzisiaj iść do pracy. :( Czyli nici z pysznej herbatki i książki. 
Planujesz coś na tegoroczną jesień? Może też masz swoją listę? Pochwal się, może rozszerzę swoją! :) 

Pamiętajcie, że w piątek holenderski post, a także oficjalne rozpoczęcie jesieni, więc to oznacza także pierwszy instagramowy post. :D

No, to do następnego!
Ania.

Tu i teraz #2 Wrzesień

Jesień

No i w końcu jest! Upragniony! Wyczekany cały rok! Zaczyna się wrzesień, jeden z moich ulubionych miesięcy, bo w końcu zacznę czuć jesień w powietrzu. Jeśli ktokolwiek czyta tego bloga, to wie, że kocham też posty w serii “Tu i teraz”. Dla zainteresowanych – pierwszy możecie przeczytać tutaj. To ciekawe jak wiele może się zmienić w ciągu kilku tygodni, a dzisiaj mam wyjątkową potrzebę zatrzymania się. Tak po prostu.

Chciałabym…

… już móc cieszyć się wszystkimi aspektami jesieni. Nawet jeśli to oznacza również deszcz, coraz niższe temperatury i oczywiście mniej słońca. Wciąż jednak powitałam wrzesień z ogromną radością!

Cieszę się…

… z tego, że znalazłam w końcu (a przynajmniej taką mam nadzieję) stabilną pracę! Wcale nie taką złą, bo dobrze się w niej czuje, a to chyba najważniejsze, prawda? Cieszę się też z tego, że mogę po niej odpocząć, siedząc na własnej kanapie, we własnym domu. Mi nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

Potrzebuję…

… nie przejmować się aż tyle. Odkąd weszłam w dorosłość, za bardzo brałam sobie różne rzeczy do serca. Nie miałam asertywności za grosz, o mocnych nerwach już nie wspomnę. Ostatnie wydarzenia w moim życiu uzmysłowiły mi, że muszę w którymś momencie też spojrzeć na siebie, swoją przyszłość i na ludzi, którzy mnie kochają, bo to oni są dla mnie najważniejsi na świecie i zajmują specjalne miejsce w moim sercu.

Czuję się…

… zmęczona. Tak, jest dopiero wtorek, a ja już myślę o odpoczynku. Nowa praca – nowe, inne obowiązki, które trzeba poznać od początku. Ponadto nauka do egzaminu, przed którym już się boję, no i  oczywiście blog, z którego nie zrezygnuję. Nie ma opcji. Tak więc odpoczynku jeszcze nie ma, ale wiem, że to się opłaci kiedyś. Może już niedługo.

Tęsknię za…

… co dziwne – kuchnią mojej mamy. Może to dlatego, że dzisiaj próbowałam zrobić jej cudowny gulasz, ale oczywiście nie dusiłam mięsa, więc nie zrobiło się miękkie. Wciąż nie było złe i dało się zjeść, jednak pod jej czujnym okiem by się to na pewno nie stało.

Dziękuję za…

… Możliwość życia. W biegu codziennych spraw zapominamy o naszym największym darze. Oddechu. Polecam sobie czasem usiąść i tak po prostu cieszyć się tym, że jest nam to dane. Nieważne, że masz do zrobienia zmywanie po czwórce osób, czy termin oddania ważnego projektu już za trzy godziny. Zatrzymaj się, tak jak ja teraz. Weź kilka spokojnych, głębokich oddechów i uśmiechnij się. Tak dla mnie. To jest ważne.

Czekam na…

… WYJAZD DO POLSKI. “W końcu, zbyt długo czekałem. Całe dwanaście lat. W Azkabanie!” W sumie czekałam pięć miesięcy w Holandii, ale zawsze mi się ciśnie ten cytat w takich wypadkach. Tak. Będę tylko przez weekend niestety, jednak cieszę się, że zobaczę swoją rodzinę i zjem mamusiny rosołek. Będzie warto się przemęczyć tyle godzin w aucie dla tej zupy!

 

Podsumowując trochę mi się w życiu namieszało ostatnio, ale wszystko pod kontrolą. Nie zwolnię tempa ani przez chwilę, bo jestem zbyt zdeterminowana. Post z Tu i teraz utwierdził mnie tylko w moich przekonaniach.

Tak jeszcze korzystając z świateł fleszy skierowanych w moją stronę. Po pierwsze – BARDZO chciałabym wiedzieć, czy byłbyś zainteresowany przeczytaniem wywiadu z Holendrem. 🙂 Jeśli tak, to czy może miałbyś do niego jakieś pytania? Tak się składa, że mam pod ręką jednego i mogłabym ten plan wcielić w życie!
Po drugie – Będę robić jesienny instagramowy challenge fotograficzny w edycji holenderskiej, także jeśli ten pomysł ci się podoba, zostaw komentarz!

No, to do następnego!
Ania.