Jak wyjechać do pracy w Holandii – Poradnik – #2

Cześć i czołem, kluski z rosołem! Mam dzisiaj taki dobry humor, że mogłabym góry przenosić! A ty? 😃
Przepraszam, że tak długo musiałeś czekać, ale chcę, by te poradniki były tak rzetelne, jak tylko można!
Jeśli jeszcze nie widziałeś pierwszej części poradnika, to zapraszam cię do kliknięcia tutaj.
Po krótce, zanim przejdę do rzeczy – dziś bierzemy na tapetę sam wyjazd
Życzę Ci miłej lektury! 😃

Krok #3 – Pakowanie

Najczęstsze pytanie, pojawiające się na wszelakich stronach, to zdecydowane “co ja właściwie mam zabrać?” Przygotowałam więc dla ciebie krótką listę rzeczy, które moim zdaniem powinny się znaleźć w twojej wyjazdowej walizce. Po pierwsze i najważniejsze jednak sam rozmiar bagażu. Jeśli jedziesz busem, który zapewniła ci agencja pracy, lub który załatwiłeś sobie sam, to wiedz, że masz raczej nieograniczone możliwości co do bagażu. Nie mówię tutaj o meblach, oczywiście, ale normalną sporą walizkę możesz zabrać i wątpię by był to problem.
Czego odradzam zabierać? 
  • Drogiego sprzętu (laptop, aparat, tablet, biżuteria cokolwiek co dużo kosztowało i nie możesz tego nosić zawsze przy sobie) Dlaczego? Powód jest bardzo prosty, często jest tak, że pokoje pracownicze nie są zamykane na klucz, mój na przykład nie był, każdy mógł do niego wejść i sobie zabrać cokolwiek. Powiem szczerze, że co najmniej raz w tygodniu komuś coś drogiego ginęło. Niestety. Cieszę się, że mój stary laptop wytrwał. 🙂
Co ci się może przydać? 
  • Suche jedzonko. Ryż, kasza, przyprawy, coś co się nie psuje szybko i zawsze można do czegoś wykorzystać. Abstrahując już od kosztów, to z tego, co zauważyłam nawet głupia przyprawa curry smakuje trzy razy inaczej niż w te w Polsce, więc przygotuj się na to, że tutejsze jedzenie może ci nie smakować.
  • Kawa. Jeśli jesteś kawoszem, to weź najlepiej tyle, żeby ci starczyło na cały pobyt. 🙂  Jak przyszło mi za trochę kawy zapłacić 6 euro, to chciałam wracać do kraju na piechotę.
  • Zorientuj się w jakich warunkach będziesz pracować. To ważne, bo jeśli na chłodni,  to szczególnie w wakacje, lepiej, żebyś miał dużo ubrań. Szczególnie zadbaj o te cieplejsze. Ze dwie grubsze bluzy, może nawet kurtkę. Jak już ci przyjdzie pracować w 5 stopniach, to mi podziękujesz.
  • Podstawowe leki – apap, polopiryna, czy coś na kaszel. Lepiej mieć pod ręką niż potem szukać polskiego sklepu, czy faszerować się tylko i wyłącznie paracetamolem z Jumbo.
  • Pieniądze. Pamiętaj, że wypłatę dostaniesz dopiero w drugim tygodniu pracy (za pierwszy), o ile, przy dobrych wiatrach, zaczniesz pracować od razu po przyjeździe. W gorszych przypadkach jesteś nawet tydzień w plecy z wypłatą, a coś jeść trzeba. 🙂
  • Rzeczy do podstawowej higieny osobistej – tu chyba nie muszę się rozpisywać.
  • Jeśli jednak decydujesz się przewieźć coś cennego, to spakuj to porządnie między ubrania w w walizce, bo kierowcy busów często upchają bagaże z tyłu, a i po drodze mogą być jakieś wyboje.
  • Talerz, widelec, nóż, łyżkę, etc. Podstawowe wyposażenie kuchenne, żeby zjeść. Przeważnie na mieszkaniach są, aczkolwiek, lepiej mieć własne niż potem nie mieć na czym jeść. 😃
  • Jeśli masz, możesz wziąć jakiś stary telefon. Prawdopodobnie dostaniesz holenderską kartę, na którą będą się z tobą kontaktować koordynatorzy. Całkiem wygodnie mieć po prostu dwa telefony. Szczególnie, że jeśli dzwonisz do Polski z niderlandzkiego numeru, to już nie jest to roaming i liczy się jako rozmowa międzynarodowa – obie strony za to płacą.

Krok #4 – Wyjazd!

Nadchodzi upragniony dzień, liczysz już minuty i godziny do przyjazdu pana kierowcy, a potem czeka cię jeszcze, przy najlepszych wiatrach, 15-godzinna podróż do Holandii. No właśnie. I tutaj są rzeczy, które już powinieneś mieć ogarnięte i zapięte na ostatni guzik.
  • Wymień sobie trochę papierkowych euro na monety.  W Niemczech łazienki na stacjach są płatne poprzez takie automaty, które przyjmują TYLKO drobne. Złotówki niestety nie przejdą. Właśnie dlatego warto mieć trochę centów.
  • Dopilnuj, że masz zapakowane wszystkie dokumenty, umowę,  wszelkie karty do bankomatów, dowód osobisty lub paszport.
  • Zgraj sobie muzykę na telefon lub jakiś film, a jeśli masz komuś napisać, że żyjesz i masz się dobrze, to najlepiej zrobić to przed granicą Niemiecko-Polską. Potem lepiej internet wyłączyć (chyba, że masz wykupiony pakiet internetowy europejski).
  • Jeśli masz chorobę lokomocyjną, to wiadomo, lepiej mieć ze dwie tabletki aviomarinu przy sobie. Jakby co.
Krok #5 – Na miejscu
Zazwyczaj, ludzie są przewożeni najpierw do samego biura agencji, przez którą mają zacząć pracę. Prawdopodobnie tak będzie też z tobą. Musisz podpisać papiery na miejscu, oraz okazać swój dowód osobisty. Biuro powinno załatwić ci numer SOFI jest to taki polski NIP. Nadawany jest tylko raz w na całe życie, także dlatego to ważne, żebyś zachował sobie papier, który dostaniesz. Jeśli zamierzasz wrócić do Holandii powiedzmy za rok, albo zostać na stałe, to najlepiej, żebyś mógł go okazać bez problemów, w miejscach, w których będzie to potrzebne (czyli wszędzie w sumie). Wyrobienie tego trwa dosłownie chwilkę, odbywa się w urzędzie Holenderskim. (Jeśli nie znasz angielskiego, to koordynator może ci tłumaczyć),  tutaj też będziesz potrzebował swojego dowodu. 🙂
Potem możliwe, że od razu pojedziesz już na miejsce swojego zamieszkania. Od tego momentu zaczniemy już w ostatniej części mojego poradnika. 😉

 

Podobało ci się? Mam nadzieję! Pamiętaj, że z boku bloga możesz zaobserwować fajny holenderski instagram, a także polubić stronę na facebooku! 

No, to do następnego, 
Ania

Jak wyjechać do pracy w Holandii – Poradnik – #1

Cześć i czołem, kochani!

Do sezonu wyjazdowego zostały jeszcze co najmniej dwa miesiące, ale z mojego doświadczenia najlepiej jest jak najwcześniej zacząć przygotowania, szczególnie jeśli planujemy pobyt za granicą na dłużej. Dzisiaj na tapetę bierzemy oczywiście Holandię. (Kto by się mógł spodziewać) 😀Sam wyjazd oczywiście nie jest jakąś trudną sztuką, patrząc po naszej liczebności tutaj, ale warto też spojrzeć na to, jak dużo ostatnio się słyszy o ludziach oszukanych. Ten poradnik ma pomóc laikowi w swoim pierwszym wyjeździe za pieniędzmi.
Po pierwsze i najważniejsze jednak, chciałabym z góry podkreślić, że to wszystko są wyniki moich obserwacji i doświadczeń zebranych przez prawie dwa lata tutaj.
Podzielę tę, dość długą notkę, na trzy części. Ponieważ mam wam zamiar przekazać naprawdę spory ogrom wiedzy tajemnej, a nie chcę też, żebyście się znudzili. Dzisiaj opowiem wam o, według mnie, najprostszym sposobie na wyjazd do Holandii. 😃
Zaczynajmy więc!

Krok #0 – Sprawdź swoje umiejętności języka angielskiego

Tutaj możemy iść dwiema drogami. Jeśli masz skończone liceum, matura już zdana, a przez wakacje chcesz sobie dorobić, to naprawdę nie musisz umieć angielskiego tak dobrze. Sklepy są samoobsługowe, koordynatorzy mówią po polsku, a w pracy pełno twoich rodaków. Schody zaczynają się w momencie, gdy chcesz tu zostać na stałe, ponieważ prędzej czy później ten brak umiejętności cię dopadnie. Żeby zostać  potrzebujesz meldunku, w holenderskich urzędach nie mówią po naszemu oczywiście, jeśli przyjeżdżasz z rodziną, to nawet nie porozmawiasz z nauczycielką, o wynikach w nauce swojego dziecka. Ba, żeby dostać lepiej płatną pracę zawsze jest wymagany przynajmniej angielski. Będziesz zdany na osoby trzecie, które ten język potrafią.
Także podsumowując. Krótki pobyt czysto zarobkowy, polski wystarczy, na dłużej, warto pomyśleć o jakimś kursie.

Krok #1 – Znajdź PORZĄDNĄ agencję pracy

Słowa drukowanymi literami nie zrobiłam przez przypadek, jest ono bardzo ważne. Tu już się nam nic nie rozjeżdża. Nieważne na ile do Holandii przyjeżdżamy nie chcemy być oszukani. Chcemy być traktowani dobrze, a także chcemy zarobić i nie przejmować się niczym. Powiem wam jedną rzecz. Z idealną agencją się jeszcze osobiście nie spotkałam. Mówię tutaj o takiej, która zapewnia zakwaterowanie. Jednak możemy oszukać trochę przeznaczenie i z odpowiednim nakładem czasu wybrać taką najlepszą dla siebie. Bo internet jest pełen opinii o różnych agencjach, trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. 🙂
Gdzie więc szukać? Najlepiej moim zdaniem przyłączyć się do jakiejś dużej grupy na facebooku, podlinkuję wam na dole, a potem w lupce wpisywać nazwy agencji, które znaleźliście gdzieś w internecie. (Mogę wam w przyszłości zrobić dokładny spis w miarę dobrych i złych agencji jeśli chcecie.) Albo już nawet nazwy firm, w których docelowo macie pracować
Ale uwaga! Jest pewna sprawa, ponieważ czasem możecie trafić na polską agencję pracy, która was przekieruje do również polskiej agencji pracy, która to działa na terenie Holandii. Głupie, nie? Nawet to zdanie brzmi źle. Ze mną tak zrobili. Wyjechałam przez inną agencję do pracy, a na miejscu, to już była zupełnie inna i podpisywałam znów co innego. Także miejcie się na baczności i dopytujcie. To prowadzi nas z kolei do następnego kroku.

Krok #2 – Zrób sobie listę pytań, które chcesz zadać

Moim skromnym zdaniem, to rekrutacja przez Skype, choć brzmi kusząco, to nie jest zbyt dobry pomysł. Najlepiej wybrać się do oddziału danej agencji w Polsce, nawet jeśli znajduje się ona na terenie innego miasta. Oczywiście jesteśmy już po kroku “sprawdzania różnych opcji” i wydaje się nam, że to jest właśnie to, czego szukaliśmy.
O co powinniśmy spytać w agencji pracy i co powinno nam zapalić czerwoną lampkę? Pamiętajcie też, żeby zapisywać skrupulatnie odpowiedzi pani za biurkiem, bo pamięć przecież bywa zawodna.
  • Zakwaterowanie – Normalnym jest, że kosztuje ono około 100 euro za tydzień pracy. Warto poprosić o zdjęcia budynków, jak mieszkanie wygląda w środku itd. Jeśli agencja wyskakuje z 150 euro za tydzień, to już chyba kogoś poniosło konkretnie.
  • Odległości od pracy – Jak daleko ona jest od miejsca zakwaterowania? Jak będziecie dojeżdżać do tego miejsca? Jak daleko jest do najbliższego sklepu, czy większego miasta (pamiętajmy, że takie kwaterunki, to często duże hotele gdzieś na wsi), czy będziesz musiał płacić za swój dojazd do pracy? (Ja akurat dostałam rower, miałam do pracy trzy kilometry i odciągnęli mi 150 euro kaucji za niego, którą potem mi zwrócili, jak już miałam własny. Jednak wiem, że osoby potrafiły płacić 3 euro za tydzień za wypożyczenie roweru w innej agencji.)
  • Co to jest za praca? Jaka będzie tam panować temperatura? Czy to będzie chłodnia, czy może zbieranie tulipanów w upale?
  • Wszelkie dane typu adresy, telefony do koordynatorów, też należy wziąć. 
  • Upewnić się, że umowę dostaniecie ZANIM wyjedziecie do Holandii, żebyście mogli ją sprawdzić, czy się pokrywa z tym, co zostało wam powiedziane. Dopilnujcie też, że zostanie dla was przygotowana kopia tejże umowy. Skontrolujcie, czy obie wersje się zgadzają.
  • Spytajcie się też o to, czy koordynatorzy zawiozą was też wyrobić konto bankowe w pierwszy dzień. To akurat jest opcjonalne i nie każda agencja to załatwia. Moja tego nie robiła, więc konto bankowe musiałam jechać wyrobić sobie sama.

 

Ja nie wyjechałam zbyt mądrze i musiałam przez pierwszy tydzień chodzić na piechotę do sklepu, bo wtedy nie było dla mnie pracy = nie było też roweru. Szczęście w nieszczęściu, że na parku, w którym mieszkałam był dość drogi sklep, a kolejne trzy kilometry dalej była już normalna, tańsza sieciówka.
Widzicie sami, że trzeba bardzo uważać, jeśli chodzi o agencje pracy, jednak ja naprawdę nie trafiłam jakoś bardzo źle. Pare razy musiałam się upomnieć o coś, co jest moje (raz zwlekali, by mi oddać kaucje za rower, a dwa to ktoś zapomniał nagle o moim wniosku urlopowym i sam pojechał na urlop.)
Pamiętajcie też, że najlepiej jechać we dwójkę. Jednak to jest większe bezpieczeństwo niż samotna wyprawa.

Podobała ci się ta notka? Mam nadzieję! 
Powiedz mi co o niej myślisz w komentarzu. Może masz jakieś pytanie? Może zapomniałam o czymś powiedzieć? 😃 
Nie wiem czy zauważyłeś, ale z boku strony pojawił się też fajny holenderski instagram! 
Zapraszam serdecznie. 


No, to do następnego!
Ania.

Holenderskie Spotkania #12 – 20 ciekawostek o Holandii.

Dzisiaj na spokojnie i z przymrużeniem oka przedstawiam ci 20 ciekawostek o Holandii, które zebrałam, znalazłam, oraz których doświadczyłam. Miłego czytania!

Jedziemy!

  1. Holendrzy mówią najlepiej po angielsku z całej Europy;
  2. Ponad 1000 wiatraków stoi w Holandii od 1850 roku;
  3. Tulipany przybyły do Holandii… z Turcji w XVI wieku;
  4. Holandia jest drugim największym exporterem piwa na świecie;
  5. Holandia jest najniżej położonym krajem na świecie;
  6. Bardzo duża ilość kobiet w Holandii rodzi w domu, podobno to przez to, że schody tam są tak strome, że jak ciężarna kobieta wejdzie, to już nie zejdzie; 😉
  7. Holenderska rodzina umieszcza dekoracje w swoim frontowym ogródku po narodzinach nowego jej członka;
  8. Holenderscy ludzie są najwyżsi na świecie;
  9. W Amsterdamie jest 165 kanałów, to jakieś 100 kilometrów długości;
  10. Holendrzy bardzo lubią lukrecję;
  11. Holandia była pierwszym krajem, który zalegalizował małżeństwa homoseksualne; (w 2001)
  12. Holendrzy lubią jeść swoje frytki z ogromną ilością majonezu;
  13. Mamy tutaj także największy kwiatowy ogród w Europie. – Keukenhof (Tam też pojadę jak już będzie ciepło!);
  14. W Amsterdamie znajduje się ponad 1200 mostów;
  15. Lotnisko Amsterdam Schiphol znajduje się 4 metry pod poziomem morza;
  16. W Holandii elfy świętego Mikołaja są afroamerykanami. (Przynajmniej taką mają urodę);
  17. Holendrzy nie lubią być zaskakiwani wizytami. Wszelkie spotkania muszą być planowane wcześniej;
  18. Woda w holenderskich kranach jest bardzo czysta;
  19. Amsterdam jest konstytucyjną stolicą Holandii, jednak realnie ta funkcja leży bardziej w Hadze, bo to tam znajdują się wszystkie siedziby rządu, ambasady (w tym również polska) etc.;
  20. Co więcej, Amsterdam leży w prowincji Północna Holandia i nie, nie jest stolicą tej prowincji, bo nią jest Haarlem dość małe miasto jakby porównać oba;
Holandia jest naprawdę dziwnym i śmiesznym krajem, jakby na to nie patrzeć.

Podobał ci się ten wpis? Chciałbyś więcej ciekawostek? Daj znać!


No, to do następnego!

Ania.

Czemu w Polakach jest tyle nienawiści? – Nanga Parbat

Nanga Parbat

Zaczynam ten post już kolejny raz, sama nie wiedząc, co właściwie chcę nim osiągnąć. Tematem bloga jest przecież zupełnie coś innego. Jednak odczuwam silną potrzebę, by to zrobić. Słowa same cisną mi się na usta, jest tyle rzeczy, jednak wciąż coś nie pasuje. Czegoś brakuje.

Jeśli jest ktoś, kto nie wie o całej sytuacji, to niech sobie otworzy jakąkolwiek stronę z informacjami. Tam będzie wszystko opisane. Godzinowo. Od wczoraj każdą wolną chwilę spędzałam na twitterze, by być na bieżąco z wydarzeniami, które miały miejsce na Nanga Parbat. Sama nie spodziewałam się, że zaangażuję się aż tak.

Siedzę w ciepłym mieszkaniu, nie znam się na wspinaczce, ba, nigdy nie byłam w górach. Nie wyobrażam sobie też odczuwać takiego mrozu. I nie rozumiem też dlaczego Polacy tak nienawidzą. 

Wiadro pomyj wylane

Nie będę tutaj pisać więc o górze. O ich przygotowaniu, o mojej perspektywie na akcje ratowniczą. Napiszę o tym, jak ludzie potrafią rzucać w siebie jadem, wyzwiskami, obelgami bez zastanowienia. Osądzają również szybko wszystkich i wszystko dookoła.

Jak wspominałam już, od wczoraj jestem na twitterze praktycznie non-stop. Zaobserwowałam dużo wiadomości wsparcia, nadziei, miłości, wielu do ostatniej chwili wierzyło po prostu. Jednak zatrważająco dużo było też tych nienawistnych. “Dlaczego nie wykupili sobie ubezpieczenia? Teraz płacimy to z podatków.” znalazło się także parę “głupia Francuzka go zostawiła! To przez nią nie żyje!” oraz “Czemu ratownicy nie weszli po Polaka? Mogli ją zostawić przecież, ona nie jest ważna”  nie brakowało również hejtu w stronę samego czapnika “Głupi był ten Tomek, po co tam lazł?” albo “Idiota, narażać życie dla jakiejś tam góry.” Oczywiście wszystko to tutaj zostało złagodzone, bo przecież nie chciałabym umieszczać na blogu tylu przekleństw.

Po co?

Każdy ma swoje zdanie, rozumiem, że każdy chce je wypowiedzieć. Dla tych ludzi nieważna była rodzina, która również przeglądała te wpisy, nieważne było to, że tym “swoim zdaniem” ranią innych ludzi. Nie chcę naprawdę się rozwodzić ale jest jedna rzecz, którą muszę napisać.

Gdyby kontynuowanie akcji ratowniczej było możliwe, to ona by dalej trwała. 

Ludzie, którzy poszli ratować tę parę, poszli z własnej, nieprzymuszonej woli. Poszli, bo chcieli pomóc. Gdyby nie chcieli, to by ich tam nie było w ogóle. Mogli to olać na dobrą sprawę, tak? Poza tym, dobry ratownik, to chyba żywy ratownik, z tego co się orientuję.

Nie rozumiem, jak można tak osądzać wszystko, tak jakby te góry były spacerem po parku, albo chodziło o ściągnięcie kota z dachu. Jakie podstawy trzeba mieć i kim w ogóle trzeba być, żeby rzucać mięsem we wszystko dookoła. Jaki cel ma tak naprawdę ten wpis? Myślę, że to bardziej apel. Nie zakładajmy, póki nie wiemy nic o temacie, a nawet jeśli wiemy, to nie rańmy innych ludzi naszymi słowami.

Dlatego proszę. Może akurat autorzy takich wpisów się tutaj pojawią. Nie nienawidź innych ludzi. Nie pluj jadem na prawo i lewo.
Każdy człowiek jest ważny.  

Sama również potrzebowałam z siebie to wyrzucić. 
Na ten moment z tego co wiem nie jest przewidziana dalsza akcja ratunkowa dla Tomka.
Pozostaje mi tylko złożyć kondolencje rodzinie i przyjaciołom. 

Holenderskie Spotkania #11 – Koszt życia w Holandii

Rozwiewam wątpliwości, aczkolwiek zanim zaczniesz czytać ten post, musisz sobie wziąć na coś poprawkę – na region w jakim mieszkam, a jest to średnie miasto w Noord-Brabant. Uniknę dzięki temu komentarza, że twój brat mieszka w Amsterdamie i płaci dwa razy tyle za wynajęcie mieszkania. 😉
Zestawienie obejmie podstawowe funkcje życiowe z punktu widzenia polaka, który dopiero co przyjechał do Holandii. W przyszłości pojawi się kolejne, dla osoby, która “już coś wie, już coś rozumie”.
Poznajmy więc Kaję. Kaja ma 25 lat, jest samotną kobietą, która przyjechała “na chwilę”. Mieszka w mojej okolicy, pewnie fajna babka. Znalazła spoko pracę przy obróbce mięsa. Krótko mówiąc stoi przy taśmie przez 40 godzin w tygodniu. Kaja stwierdziła, że nie będzie mieszkać na domku zapewnionym przez agencje, bo jak każdy wie, pewnie jest tam grzyb. 😀 Znalazła więc pokój.

Czemu nie mieszkanie?

Bo mieszkania są po pierwsze drogie, a po drugie wynajęcie mieszkania to nie taka łatwa sprawa, jeśli pracujesz “na śmieciówce” przez agencje. Pokój to dobra opcja na start. Koszt małego pokoju to jest około 300 euro miesięcznie. Zazwyczaj są już w to wliczone wszelkie media oraz internet.

Co z resztą?

Kaja je dobrze. Lubi zjeść, ale lubi też gotować. No i lubi polskie jedzenie, więc często odwiedza polskie sklepy.
wydaje więc kolejne 300 euro na jedzenie w miesiącu. Oprócz tego Kaja ma telefon na kartę, którą ładuje za około 30 euro w miesiącu. Lubi wyjść do kina, a także czasem pójść na imprezę ze znajomymi, co sumuje się na dodatkowych 100 euro w miesiącu.
Kaja żyje sobie spokojnie, pracuje swoje 40 i jeszcze udaje się jej w miarę możliwości odkładać pieniądze.
Bądź jak Kaja!
Jak widzicie nie rozpisałam się tutaj jakoś wylewnie. Wiem, że ludzi ciekawią sprawy finansowe, ale z drugiej strony takie “życiowe ceny” są tak różnorodne, że nie chciałam się w to bardziej wgłębiać. Jeśli macie jakieś pytania, zadajcie je w komentarzach, chętnie wam na nie odpowiem! 😃
No, to do następnego!
Ania.

Fiszki – czemu ich nie używam i jaki mam zamiennik? #Pogadajmy

Od jakiegoś czasu jednym z popularnych źródeł do nauki języków są fiszki. Może dlatego, że są kolorowe, przystępne, z obrazkami, bez obrazków, małe, duże, średnie – można pokusić się nawet o stwierdzenie, że idealne. Jednak mimo tego, że mam, to nie używam. Chociaż lepsze jest stwierdzenie, że przestałam używać. Dlaczego?

#1 Kosztują

Jak widać. Fiszki swoje kosztują, może nie jakieś astronomiczne pieniądze, ale jednak trzeba się pozbyć paru złotych z portfela, a mi dochodzi jeszcze zadać sobie trud, by przetransportować je do Holandii. Nie opłaca mi się to i w świetle innych wad to tylko mały mankament, który jednak miał swój udział w decyzji końcowej.

#2 Zajmują miejsce

To jest kolejna zbędna rzecz, która zalega na regale, w szufladzie, czy w półce nad biurkiem. Może i często wolę papier, ale w tym wypadku taki klocek ciężko gdzieś upchnąć, żeby się nie rzucał w oczy. Poza tym, jak ktoś mi pisze, że mogę sobie przyczepić te fiszki gdzie tylko chcę, to sobie myślę, żeby sobie jedną na twarz przylepił może. Niezbyt przepadam za nadprogramowymi dekoracjami w swoim otoczeniu. Wolę poświęcić jakąś konkretną chwilę na naukę i skupić się na tym w stu procentach. ♥

#3 Są niepraktyczne

Nie wyobrażam się teraz, jadąc w pociągu na przykład, wyciągnąć fiszek, wyglądać jak chodzący spot reklamowy i napawać się chwilą w postaci powtarzania słówek. Widzę natomiast siebie, której te całe pudełko wypada z rąk przy jakimś silniejszym wstrząsie i jego zawartość, leżące na ziemi. Niestety dla mnie przechowywanie jest minusem. Miało być kompaktowo i wygodnie, a wyszło jak wyszło. W ogóle każde pudełko z fiszkami, z którym się spotkałam było na wymiar tak dokładnie, że już nawet jednej kartki nikt nie dałby rady tam wcisnąć. Nie lubię się siłować z czymś, co ma być przyjemnością.

#4 Istnieją lepsze zamienniki

Dobra, dobra, wszystko o czym mówię, to może być prawda, ale wciąż nie skłaniająca do zrezygnowania z tej formy nauki. Co było ostatnią kostką domina? Memrise. Czyli internetowe fiszki. Fiszki, które nie zajmują miejsca, są darmowe, możesz do nich sama wkładać słowa lub korzystać z gotowców, oraz możesz uczyć się z nich wszędzie (wystarczy, że masz telefon). Oprócz tego mogę konkurować z innymi użytkownikami strony i śledzić na bieżąco swoje postępy, trzymając rękę na pulsie cały czas.

A ty? Korzystasz z fiszek? Opowiedz mi o tym!
 No, to do następnego,
 Ania.

Tu i teraz #3 Styczeń

Czasami mam tak, że muszę usiąść i zacząć pisać, wiedząc, że potem nie będzie na to czasu. Tak właśnie teraz robię. Piszę posta pomimo faktu, że ma się on ukazać dopiero za tydzień. Gdy ja już będę zajęta pakowaniem się przed wyjazdem na urlop do Polski. W międzyczasie słucham jakiś filmików na youtubie i popijam energetyka. Rozsiądź się wygodnie i ciesz się ze mną tą chwilą. Będzie mi bardzo przyjemnie. 🙂

Chciałabym…

… w końcu już być w tym samolocie do tej całej Polski! W zeszłym roku odwiedziłam swój kraj na uwaga… 15 dni. Może nawet mniej. W tym roku chcę przynajmniej raz na trzy miesiące wrócić na stare śmieci, żeby chociaż nie zapomnieli jak wyglądam. 😉

Cieszę się…

… bo czuję w kościach, że ten rok będzie lepszy. Zaczęłam się organizować (ułomnie troszkę, co zobaczycie niedługo. Ważne, że działa!), wyrabiać zdrowe nawyki. Wiem, że długa droga przede mną, ale jestem gotowa i pełna optymizmu!

Potrzebuję…

… przestać pić tyle kawy. To dopiero potrzeba pierwszego świata, co? Jednak jak tak myślałam nad tym, to stwierdziłam, że z rzeczy materialnych nie potrzebuję nic więcej oprócz tego, co już posiadam. Jeśli chodzi o jakieś inne, bardziej wewnętrzne sprawy, to je, na dobrą sprawę, też mam. Ja po prostu przyswajam za dużo kofeiny. 😀

Czuję się…

… śpiąca. Może to przez tą dziwną pogodę, jaka nas tu nawiedziła dzisiaj. Raz słońce, a za pięć minut wiatr, ulewa i grad. Tak w kółko. To z bardziej przyziemnych rzeczy. Od innej strony, czuję ulgę, czuję wolność, czuję wiatr w żaglach. Mimo tego, że nie ma kolorowo przez cały czas, to trzeba się uśmiechać! ♥

Tęsknię za…

… o dziwo, jedzeniem mamusi, oczywiście. Sama myśl, że za chwilę będę mogła przez cały tydzień jeść tylko to, co ta złota kobieta mi ugotuje, jakoś poprawia mi humor. Wiem, że mam tu pod nosem polskie sklepy z asortymentem lepszym niż w biedronce, ale jednak co Mamy to Mamy.

Dziękuję za…

… to, że w Holandii jest tak ciepło zimą. Wiadomo, nie porównam tutaj tego kraju, do jakiejś Florydy, czy czegoś innego, ale jednak nie ma tutaj -15 stopni, a powiedzmy “aż” 8. Wiosna już za rogiem. Wypatruję jej cierpliwie.

Holenderskie Spotkania #10 – Czerwona dzielnica w Amsterdamie. :o

 

Red light district.
Czyli chyba coś, o czym słyszał każdy.
Tak, popiszę trochę o tym.
Nie, nie znajdziesz tu zdjęć prostytutek. Nie ten blog. 😀

Mój telefon wysiada, gdy nie ma światła słonecznego. 🙁

Jeśli jednak nie wiesz

Czerwona dzielnica jest miejscem, w którym możesz znaleźć panie lekkich obyczajów. Nie muszą się one tam chować, co więcej, one się tam pokazują światu. Taki burdel na skalę osiedla. Spokojnie jednak, zwykły człowiek z ulicy nie widzi ich nago na całe szczęście. Głównie jest to atrakcja turystyczna dla osób, które po prostu zwiedzają Amsterdam. Kobiety jednak naprawdę  tam zarabiają. I to dużo. Pewnie ja tyle przez miesiąc nie mam, co one w kilka nocy.
Czemu tak to nazwali? Bo dziewczyny stoją w oświetlonych na czerwono gablotach i generalnie próbują sobie upolować jakiegoś amanta, który opróżni przed nimi zawartość swojego portfela. 🙂

Fakty bardziej i mniej ciekawe

Czy legalne? No tak, prostytucja nie jest zakazana w Holandii, więc i taki twór też ma prawo bytu. Nawet mogę ci powiedzieć, że policja podobno czuwa nad bezpieczeństwem prostytutek. Nie wiem na ile to prawda, bo ja tam w sumie żadnego policjanta nie widziałam. Choć może nie zwracałam wtedy na to uwagi po prostu.
Ile kosztuje niebywała przyjemność obcowania trochę bliżej z panią z gabloty? Tutaj znalazłam blog jednej takiej, na którym jest napisane, że stawka zaczyna się od 50 do 100 euro za 15 minut. W tym zazwyczaj są jakieś podstawowe usługi, a jak masz jakieś specjalne życzenia, to cena już zależy od tego co sobie wymyśliłeś i potrafi być dużo większa.
O co chodzi z tymi niebieskimi gablotami? No, to takie bardziej ostrzeżenie, że osoba za szybą się kobietą nie urodziła. To są okna transseksualistów.
Ile kosztuje wynajęcie gabloty? Ceny się wahają, ale wynajęcie małego stanowiska to koszt około 85 euro za dzienną zmianę i 115 euro za nocną zmianę. Nie muszą tam też sprzątać, bo robi to specjalna ekipa wynajęta przez właściciela. Nie pomyśl sobie jednak, że jest jeden facet, co ma je wszystkie, o nie. Jest spora grupa tych ludzi. Prostytutki też tam nie śpią ani nie mieszkają, jest to zakazane.

Moje przemyślenia

Widziałam Czerwoną Dzielnicę dwa razy. Raz, jak było widno, to po prostu przeszliśmy przez nią przypadkiem, zmierzając gdzieś indziej. O tej porze było raczej pusto za szybami, choć parę dziewczyn pracowało. Drugi raz poszliśmy tam z premedytacją (i mapami google) już gdy było ciemno, późnym wieczorem, zwabieni ciekawością. Masa ludzi, ogromny gwar, chaos, tłum, wszędzie czerwono i oczywiście dziewczyny za szybami.
Myślę, że więcej było tam chyba jednak osób, które tak jak my, przyszły tylko popatrzeć niż tak naprawdę klientów. Choć jeśli ta dzielnica istnieje, to znaczy, że jej finanse są stabilne. Podsumowując, to czy chcemy, czy nie, najstarszy zawód świata nie bez powodu otrzymał swój tytuł. Zapracował na niego bardzo dobrze i myślę, że ten temat zawsze będzie się przewijał przez świat. Moje odczucia? No ja osobiście nie mam szacunku do takich kobiet. Poszłam z ciekawości, więcej pewnie tam nie wrócę, bo na mojej liście są kolejne miejsca do zwiedzania.
Tak szczerze, to może ze dwie ładne dziewczyny naliczyłam. Nie wiem co potencjalni klienci w nich widzą. 😀

No, a tak między nami, to jeśli ktoś po napisaniu przeze mnie tego posta, przeszukiwałby moją historię przeglądarki, to mógłby pomyśleć, że sama chcę się prostytuować. 😀

Podoba ci się? Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. :D
 No, to do następnego!
Ania.

Moje językowe cele na 2018 rok.

 

Sama nie spodziewałam się, że jadnak usiądę i napiszę tego posta. Zastanawiałam się dość długo, czy powinnam, bo trochę bałam się odpowiedzialności i presji. Coś na kształt “no, teraz będę musiała się z tego wywiązać, ha!” Doszłam jednak do wniosku, że jeśli moje cele delikatnie się zmienią, to przecież nic się nie stanie i zawsze mogę napisać dla ciebie (i siebie) aktualizację. Najgorsze co może się stać, to kompletne fiasko. Myślę jednak, że to akurat mi ni grozi. 😃

#1 Rozmawiać z Holendrami. – Czyli niderlandzki b2.

Dobrze widzisz, tak dobrze, przed końcem bieżącego roku mam zamiar wkuć się w holenderski tak, by w przyszłym go już ładnie szlifować. Mam o tyle łatwiej, że mieszkam w Holandii, okazje do rozmowy są na wyciągnięcie ręki. Tak naprawdę mogłabym po prostu wyjść na balkon i zawołać sąsiadkę (która swoją drogą bardzo angażowała się w moją naukę :D). Zamierzam praktycznie całą swoją uwagę (z małymi wyjątkami) skupić na tym języku, bo wiem, że może zaowocuje to lepszym życiem tutaj. (No i przestanę ciągle pytać “Do you speak english maybe?” 😀

#2 Podstawy Francuskiego

Zawsze lubiłam ten język. Coś w nim było, czy to sam jego dźwięk, czy coś więcej, nie wiem, ale była między nami odczuwalna chemia za każdym razem, gdy go widziałam bądź go słyszałam. Co prawda w najbliższym czasie nie wybieram się w tamte rejony, ale kiedyś pojadę na prawdziwą wycieczkę. Stawiam na niezobowiązujący flirt, może będzie coś z tego, aczkolwiek, nie napalam się zbytnio i nie wykupiłam jeszcze całej księgarni. 😉 Wszystko powolutku. Lista języków, które chcę chociaż “liznąć” jest pokaźna na ten moment i staram się to w miarę możliwości usystematyzować.

#3 Dalej kształcić język polski.

Uważam, że język ojczysty mam dość dobrze opanowany, aczkolwiek czasami nawet ja mam problem z umiejscowieniem przecinków. W tym roku chcę po prostu wyjaśnić resztki nieścisłości, które pozostały między mną a polskim.

A ty? Co chcesz osiągnąć w tym roku? Pochwal mi się w komentarzu. 😃
Jeśli ci się podobało, to standardowo zapraszam cię również na swojego FP, który znajduje się z boku bloga, a 
także do kontaktu ze mną. ♥

No, to do następnego,
 Ania!

Holenderskie Spotkania #9 – 5 rzeczy, których nienawidzę w Holandii.

Zabawię się dzisiaj w typowo stereotypowego Polaka – będę narzekać! Prezentuję dzisiaj spis rzeczy, które nie podobają mi się w Holandii. Mam nadzieję, że poczujesz się ostrzeżony przed niektórymi aspektami występującymi tutaj, które często przyprawiają mnie o ból głowy. Pamiętaj też o cudownej stronie tego kraju, którą do tej pory ci pokazywałam. Wszystko jednak posiada swoje wady. Wylejmy, więc, wiadro pomyj!
Jest to lista, którą złożyłam po półtora roku mieszkania w Holandii. 

Polskie agencje pośrednictwa pracy

Jest to pierwsza rzecz, o której pomyślałam w momencie, gdy pomysł na ten wpis wpadł mi do głowy. Nie bez powodu, choć jest to bardzo delikatny temat. Oczywiście są dobre i polskie agencje przez które można pracować mieć kwaterunek i żyć spokojnie “na chwilę”. Będę się tutaj wypowiadać na temat tych złych, jednak nie wymienię żadnych nazw. Sama pracowałam przez kilka agencji (co ciekawe mam na koncie też jedną typowo holenderską, z którą też miałam problemy!).
Agencje lubią oszukiwać, wykorzystywać i zarabiać pieniądze. Jeśli miła pani za biurkiem zacznie ci opowiadać gdzie trafisz pierwsze o co spytaj, to dokładną nazwę agencji, pod którą się znajdziesz. Potem wpadnij na którąś z grup na fb (Polacy w Holandii np.) i poszukaj czy nie ma żadnych opinii na jej temat. Często są nawet o pracach, na które ludzie jeżdżą. Trzeba coś na tym etapie zrozumieć. Jadąc do Holandii nie spodziewaj się od agencji jakiegoś specjalnego traktowania. Często jest to przedstawiane jakoby firma była taka super i raz nawet słyszałam, że komuś obiecali oprowadzanie po mieście (pokazanie gdzie są sklepy itd.) Bujda na resorach. Agencja ma na tobie zarobić. Koordynatorzy są w porządku jeśli nie ma żadnych problemów z tobą. Lub póki nie zauważysz, że z wypłąt ucinają ci coraz więcej pieniędzy. Jak przyjechałam do Holandii, to musiałam do samego sklepu iść pięć kilometrów, bo rower dostałam dopiero po tygodniu. Chcesz dowiedzieć się więcej na temat szukania pracy w Holandii? Zostaw komentarz, może napiszę taki post w przyszłości?

Rosyjska Ruletka – Schody

Co tu dużo opowiadać. Schody w Holandii są po to, by z nich spadać. Jeden fałszywy ruch i jesteś na dole. Odkąd jestem w Holandii zdarzyło mi się spaść dwa razy, za pierwszym połamałam jeden ze schodów, a jadąc w dół nabawiłam się blizny. Drugi raz niecały miesiąc temu. Strome, wąskie, śliskie, straszne po prostu. Zresztą co ci będę opowiadać.
Od samego patrzenia mnie boli.

W Holandii jest dyskryminacja.

Jeśli ktoś wam próbował wciskać, że to jest taki tolerancyjny kraj, to chyba nigdy w nim nie był, ale znów nie chcę generalizować tego zjawiska, bo po prostu nie wszyscy Holendrzy chcą nas wysłać tam skąd przybyliśmy. Sama mam przyjaciół i znajomych stąd, więc to chyba o czymś świadczy. 😃 Jednak zetknęłam się z dyskryminacją nie raz w przeszłości i pewnie nadal będę czasami jej doświadczać. Taka kolej rzeczy dla Polaka tutaj.
Szczególnie jest to ostatnio odczuwalne w mediach, coraz więcej widzę zdjęć gazet z nagłówkami typu “Coraz większy ból głowy przez Polaków”, czy “Polacy znów zrobili coś tam coś tam”. Właśnie tak to działa. Jeśli zdarzy się wypadek, w którym uczestniczył pijany Polak, to Holendrzy dobitnie podkreślą tę narodowość. Wielkim fontem, grubym, dużymi literami i dopiszą słowo “ZNÓW”. Jeśli to Holender, to wiadomo, gdzieś tam o tym wspomną, na ostatniej stronie, jakimś małym druczkiem. To tylko kropla w morzu innych sytuacji niestety.

Jedzenie

Nie wiem jak innym, ale mnie, na przykład, nie smakuje większość potraw, które Holendrzy uznają za wyśmienite. W sylwestra na przykład moja sąsiadka, super kobieta swoją drogą, przyniosła nam Oliebollen (na zdjęciu poniżej), są to takie pączki, które nie wiem jak, ale są tak tłuste, że jak je trzymałam w opakowaniu, to miałam wrażenie, że cały ten tłuszcz wpija mi się w ręce, nie mówiąc w ogóle o jedzeniu tego. Wytłumaczyła nam, że je się je w sylwestra i nowy rok. Rzeczywiście 31 grudnia widzieliśmy przed sklepem wielkie stoisko na którym je smażyli. Spróbowałam kawałek, ale jednak nie na moje smaki. Tak samo kanapki z wiórkami czekoladowymi, jakim cudem w ogóle ktoś to wymyślił? 😀 Niestety raczej już zawsze będę chodzić do Polskich sklepów.
mmmmmm, głodny?

Urzędy

Nie wiem, czy to ja mam takiego pecha w tym temacie, czy wszyscy, ale za każdym razem ostatnio, jak próbuję coś załatwić, to zderzam się z konkretnym murem. Dzwoniąc na infolinie, muszę opowiadać co chcę osiągnąć pięciu różnym osobom, bo tyle razy mnie przełączają do kolejnych działów. Potem oczywiście muszę czekać kolejne tygodnie na listy, sprawdzać status na kontach i ogólnie cuda na drzewie. Nie polecam naprawdę, od tego momentu wszystko będę załatwiać przez księgową, o.
Jak widzicie Holandia to nie są same super rzeczy. Życie tutaj czasem może zakrawać nawet pod niebezpieczne! 😃 Jestem ciekawa, czy wpadają tu Polacy mieszkający w innych krajach na świecie. Sama przeglądam dużo 
takich blogów. Jeśli jesteście, to się odezwijcie!

Podobało ci się? Polub mój fb i zostaw komentarz, to dla mnie dużo znaczy! :) 

No, to do następnego!
Ania. 💕